CiekawostkiHistoriaLudzie

Autor przewodników podejrzany o szpiegostwo oraz wyprawa w Karkonosze.

Ze starej prasy: Kurier Warszawski 23 sierpnia 1912 r. nr 233 Dodatek Poranny str. 2


Podejrzenia o szpiegostwo

„Podejrzenia o szpiegostwo — pisze 'Słowo polskie — stały się w ostatnich czasach plagą, która w wysokim stopniu utrudnia, turystykę w Galicji i oddaje każdego, kto nie posiada urzędowo potwierdzonych papierów, wykazujących cel jego podróży na łaskę i niełasko pierwszego lepszego żandarma. Doświadczył tego przed kilku dniami dr. M. Orłowicz, jeden ze współredaktorów wydanego niedawno „Przewodnika po zdrojowiskach”, który w celu zebrania informacji i ilustracji do przyszłego wydania „Przewodnika”, odbywa obecnie jako delegat krajowego Związku zdrojowisk podróż po zdrojowiskach i letniskach.
W piątek aresztowano go w Mareniczach na Bukowinie. Po długich indagacjach i obejrzeniu legitymacji uznany przez żandarma za szczególnie sprytnego szpiega, odstawiony został do odległej o 4 mile Wyżnicy, gdzie uwolnił go dopiero starosta, porozumiawszy się telefonicznie z dyrekcją policji we Lwowie. Ta sama przygoda spotkała współtowarzysza podróży dr. Orłowicza, stud. pol. M. Affanasowicza. Podejrzane żandarmom wydawały się zwłaszcza zdjęcia fotograficzne.”

Mimo tych przygód w 1912 roku we Lwowie nakładem nakł. Krajowego Związku Zdrojowisk i Uzdrowisk, przy współpracy; Lewicki, Stanisław A. (oprac.) ; Praschil, Tadeusz (oprac.) ; Orłowicz, Mieczysław (1881-1959) (oprac.) został wydany
Przewodnik po zdrojowiskach i miejscowościach klimatycznych Galicyi obejmujący: zdrojowiska, uzdrowiska, zakłady lecznicze, latowiska, miejscowości klimatyczne oraz miejscowości posiadające źródła mineralne, wreszcie stacye turystyczne i sportów zimowych : z mapą Galicyi, rozkładem jazdy i 200 ilustracyami w tekście.

Czasy szpiegomanii

To nie pierwszy tego typu przypadek – gazety galicyjskie już od miesięcy donosiły o podobnych incydentach. W gorącym okresie poprzedzającym wybuch Wielkiej Wojny prasa donosiła o wielu podobnych przypadkach. Panowała powszechna szpiegomania. Każdy, kto nie potrafił dokładnie wyjaśnić celu swojej podróży lub nie dysponował odpowiednimi papierami, mógł spodziewać się zatrzymania. Zdarzały się sytuacje absurdalne – podejrzenia padały nawet na turystów odwiedzających Tatry, studentów z aparatami czy naukowców prowadzących pomiary. Podobne zdarzenia miały miejsce na granicy między Cesarstwem Rosyjskim i Cesarstwem Pruskim oraz na granicy Prus i Francji.

Mieczysław Orłowicz – nestor turystyki polskiej

Z Karpacza przez Śnieżkę na Wysoki Kamień w Górach Izerskich 1908 rok.

„Jedną grupę uczestników zabrałem na trzydniową wycieczkę po Karkonoszach. W ciągu trzech dni przeszliśmy cały grzbiet od Śnieżki, zaczynając od Karpacza aż po Wysoki Kamień w Górach Izerskich, do Szklarskiej Poręby. Wędrując przez trzy dni napatrzyliśmy się do woli najbardziej filisterskiej turystyce, jaką sobie w górach w ogóle można wyobrazić. Przeszliśmy Karkonosze od wschodu do zachodu całym szlakiem, oglądaliśmy zbocza tak osobliwe, że dzisiaj, znając Karkonosze w ich obecnym wyglądzie i widząc publiczność jaka obecnie tam wędruje, nie wyobrażamy sobie, że te same góry mogły być koncentracją tak strasznego i hałaśliwego filisterstwa niemieckiego.
W dni powszednie specjalne pociągi turystyczne przyjeżdżały tu rzadziej, w niedziele i święta prawie co kilka minut. Jedne z nich przyjeżdżały na końcową stację – Karpacz, drugie na inną końcową stację – Szklarska Poręba. Większość wychodziła z Berlina, mniej – z miast saskich, czyli z Drezna, Lipska, Chemnitz albo Hale.

12 tysięcy filistrów w górach

Z każdego pociągu wysypywało się jakieś 500 albo 600 podróżnych. W rezultacie przyjeżdżało na każdą stację po 20 takich pociągów, z których wysiadało w Karpaczu i Szklarskiej Porębie po 12 tysięcy turystów w przybliżeniu. Cała ta gromada rzucała się w Karkonosze, projektując do wieczora zrobić długą grzbietową wycieczkę z Karpacza do Szklarskiej Poręby, lub ze Szklarskiej Poręby do Karpacza w zależności od miejsca przybycia. Myliłby się ten, kto idąc wówczas w Karkonosze spodziewał się, że zazna tu spokoju. Bynajmniej. Były to góry najbardziej hałaśliwe, jakie widziałem w życiu.
Połowa Niemców przychodziła tu na całe niedziele po prostu tylko w tym celu, żeby wykrzyczeć się do spuchnięcia gardła, wypić kilkanaście halb piwa, o ile możności prosto z lodowni, i zjeść po kilka par parówek albo po kilka porcji gulaszu.

Tyrolski kostium z berlińskiej szafy

Niewielki procent Niemców, chcąc zaimponować przechodniom mijanym na trasie wycieczki swoim obyciem z górami, wdziewała na niedzielne wędrówki kostiumy tyrolskie, które tygodniami chowane były w szafie jako przeznaczone do wdziewania na bale kostiumowe czy masowe w Berlinie lub Dreźnie.

Ludzie szanujący obyczaje górali niemieckich w sposobie noszenia tego ubioru, który zostawiał dużą lukę między krótkimi skórzanymi spodenkami a wełnianymi zielonymi sztylpami na łydkach, odsłaniając nagie kolana, szanowali te nagie kolana. Część wszakże nie mogła znieść nagości prawdopodobnie ze względu na ochronę kolan, które lada wiaterek narażał na reumatyzm, i wciągała na kolana kalesony, stające się z każdą godziną bardziej brudne, tak że pod koniec dnia robiły wrażenie bardzo nieestetyczne. Owe brudne kalesony stały się niemal symbolem berlińczyka w tyrolskim kostiumie w Karkonoszach.

Jeszcze 10 minut do najbliższego piwa

Odległość od schroniska do schroniska wynosiła na ogół nie więcej niż jeden kilometr. Było ich na całej trasie bardzo dużo. Wszystkie były w rękach Niemców, schronisk czeskich w owym czasie na grzbiecie Karkonoszy nie zauważyłem wcale. O ile tu nawet gospodarował ktoś pochodzący z austriackiej strony, to był Niemcem sudeckim, przewyższającym jeszcze w szowinizmie antyczeskim Niemców z Prus czy ze Śląska niemieckiego.

Zanim doszło się do schroniska ukrytego przeważnie w lesie, dodawały ducha do dalszego marszu zachęcające turystę napisy w rodzaju; „Jeszcze 10 minut do najbliższego pilznera” – jeśli działo się to po stronie austriackiej – i odwrotnie: „Jeszcze 10 minut do najbliższego piwa bawarskiego”, o ile chodziło o stronę niemiecką.

Turysta idący w stanie zziajania był co 2 minuty krzepiony na duchu napisami na ławeczkach, ile jeszcze minut dzieli go od najbliższej bomby piwa albo najbliższej pary parówek z musztardą. I jakże tu nie wyciągać nóg, by przyspieszyć o minutę błogą chwilę, gdy zasiądzie się przy tacy parówek podawanych na podstawkach z masy papierowej i gdy pociągnie się tęgi haust pilznera, czy dla odmiany Loewen Brauhaus.

I tak idąc od schroniska do schroniska i od ławeczki do ławeczki nawet nie zauważało się przybycia do Karpacza czy Szklarskiej Poręby i tura była skończona, a 15 bomb pilznera wypitych. W głowie trochę szumiało, ale za to świat wydawał się piękny, nawet w dni z ulewnym deszczem, a gulasz i parówki smakowite jak nigdy.

Czescy kataryniarze i białe myszy

Wszyscy na ogół turyści śpiewali po drodze jak zarzynane bawoły i wśród tego ryku pijaków i chwiejnych korpusów wędrowało się całymi godzinami. W dodatku co 100 metrów stała katarynka, przeważnie własność Niemców czeskich, i wygrywała dla dodania ducha maszerującym turystom wiedeńskie walce i marsze, a białe myszy lub zielone papugi ciągnęły wśród wielkiego wrzasku losy zakochanym parom.

Cytat z książki Mieczysław Orłowicz „Moje wspomnienia turystyczne”, wydanej w roku 1970 przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu.

(śródtytuły od redakcji)

Mieczysław Orłowicz (zbiory NAC)
Mieczysław Orłowicz (zbiory NAC)

Mieczysław Emil Orłowicz (1881–1959) – doktor prawa, urzędnik ministerialny, a przede wszystkim wybitny krajoznawca, popularyzator turystyki i autor ponad stu przewodników turystycznych. Urodził się w Komarnie, dzieciństwo spędził m.in. w Pruchniku i Rymanowie, gdzie zafascynował się mapami i geografią. Ukończył prawo i historię sztuki na Uniwersytecie Lwowskim. Był założycielem Akademickiego Klubu Turystycznego we Lwowie oraz współtwórcą pierwszego Komitetu Olimpijskiego w Polsce. W latach międzywojennych kierował referatami turystyki w resortach rządowych i odegrał kluczową rolę w organizacji turystyki w II RP oraz tuż po wojnie. Zaprojektował m.in. przebieg wschodniego odcinka Głównego Szlaku Karpackiego. Współtwórca Górskiej Odznaki Turystycznej. Pozostawił po sobie bogaty dorobek piśmienniczy i trwały ślad w polskiej kulturze turystycznej.

Polecam także ciekawy artykuł o Mieczysławie Orłowiczu na stronie pruchnik.pl

red. Marek Mozołowski