Spalenie chaty zielarza w Kopańcu w 1750 roku.
Opowieść o zielarzu i strachu przed nieznanym
Był chłodny, mglisty wieczór wczesnego października, gdy w dolinie między zalesionymi stokami Gór Izerskich rozległ się przeraźliwy krzyk. Mieszkańcy Kopańca, przyzwyczajeni do ciszy i szumu potoków, zbiegli się pod wpływem trzasku płomieni i dymu unoszącego się nad samotnie stojącą chałupą na skraju lasu.
Tam mieszkał Peter Gundelmann – starzejący się zielarz i znachor, którego znajomość roślin była równie słynna, co budząca niepokój. Mówiono, że znał język kosodrzewiny i potrafił wyczytać choroby z kory jarzębiny. Częściej jednak szeptano o nim w izbach niż mówiono na głos – bo Gundelmann, choć leczył gorączki i ratował przed gangreną, nigdy nie pojawiał się w kościele. Jego córka, młoda Lisbeth, bywała w wiosce rzadziej niż sam ojciec – milcząca, zbyt piękna, zbyt blada – wzbudzała lęk nie mniejszy niż zioła suszące się w ich chacie.
Tego wieczoru jednak oboje zostali ukarani za swoją inność.
Ktoś – do dziś nie wiadomo kto – podpalił chatę. Ogień pochłonął ją błyskawicznie, sycząc i wijąc się po deskach nasączonych żywicą i dymem z dziwnych kadzideł. Peter zdołał uciec – podobno wybiegł z lasu z dzikim okrzykiem i potarganymi włosami, zostawiając za sobą wszystko, co miał. Ciała Lisbeth nie odnaleziono od razu – leżała w kącie izby, z poparzonymi rękami, które najwyraźniej próbowały otworzyć zatrzaśnięte okiennice.
Kilka dni później Gundelmann został pojmany przez ludzi z Jeleniej Góry. Przesłuchiwano go długo. Oskarżono o herezję, konszachty z diabłem, a nawet sprowadzenie choroby na dzieci jednego z gospodarzy z Cieplic. Zabrano jego notatniki, talizmany, suszone rośliny i garście nieznanych nasion. Potem ślad po nim zaginął.
Została tylko spalona ziemia i strach, który przez kolejne lata sprawiał, że nikt nie zapuszczał się w okolice spalonej chaty.
Zielarze karkonoscy – zjawisko historyczno-społeczne
Zielarze, zwani również znachorami, byli nieodłącznym elementem życia społecznego w Karkonoszach i Górach Izerskich od XVI aż po XIX wiek. Ich wiedza o ziołach, naturalnych lekach, balsamach i maściach była przekazywana z pokolenia na pokolenie – często w izolacji, poza systemem edukacyjnym, w duchu ludowych tradycji i przesądów.
Zielarze często funkcjonowali na pograniczu – zarówno społecznym, jak i prawnym. Z jednej strony byli niezastąpieni, zwłaszcza w oddalonych wsiach, gdzie nie docierała opieka lekarska. Z drugiej – budzili nieufność, podejrzewano ich o pogaństwo, kontakty z duchami gór, a w czasie kontrreformacji – o kacerstwo lub herezję. Bywali oskarżani o czary, zwłaszcza w czasach nasilenia religijnych napięć i klęsk żywiołowych.
Niektórzy z nich, jak legendarni Laboranci z Karpacza, zdołali uzyskać akceptację, a nawet poparcie lokalnych władz. Inni, jak Peter Gundelmann, stali się ofiarami społecznego lęku i przesądów.
Zjawisko to dobrze ilustruje napięcia pomiędzy wiedzą ludową a władzą religijną i państwową w regionie Karkonoszy, który przez stulecia pozostawał kulturowym pograniczem – między Czechami a Śląskiem, między katolicyzmem a protestantyzmem, między nauką a magią.
Źródła:
- Emil Hauptmann, Die Hexenverfolgung in Schlesien, Breslau 1903, s. 134.
- Akta parafialne z Kopańca (zaginione, relacja cytowana za Karl Arlt, Geschichten aus dem Isergebirge, 1932).
Laboranci karkonoscy
Interesującą pracę o laborantach karkonoskich napisał Przemyław Wiater,

Laboranci u Ducha Gór. Dawne ziołolecznictwo w Karkonoszach i Górach Izerskich
Autor: Wiater Przemysław
Ogród Ducha Gór od stuleci rozbudzał wyobraźnię mieszkańców Gór Olbrzymich. Świadczą o tym lokalne tradycje laboranckie, których bogactwa mógłby pozazdrościć niejeden świata zakątek. Olejki i balsamy, maści i napary stanowiły tutejsze „złoto”, którym handlowano z dalekimi krajami. Profesjonalnej zielarskiej wiedzy nierzadko towarzyszyła magia i szereg ludowych przekonań, w których Duch Gór odgrywał niebagatelną rolę.
Książkę wzbogacają liczne kolorowe ilustracje oraz tłumaczenia dawnych przepisów laboranckich, autorstwa Andrzeja Paczosa.
Zioła i ich lecznicze wykorzystanie to temat coraz głośniej dyskutowany. A zielarskie, czyli laboranckie tradycje Karkonoszy i Gór Izerskich, mimo że niegdyś tak rozsławiające nasze góry, wciąż pozostają nieco w ukryciu.
Naprzeciw zainteresowaniu nimi wychodzi publikacja Laboranci u Ducha Gór. Stanowi ona poniekąd kontynuację odkrywania tradycji kulturowych regionu, którymi Autor zajął się w wydanej kilka lat temu książce Walonowie u Ducha Gór.
Przemysław Wiater odsłania przed Czytelnikiem tajemnice pochodzenia, właściwości oraz użytkowania ziół występujących w naszych górach. Prezentuje je przy tym w szerokim kontekście kulturowym i historycznym, skupiając się także na ludowych przekonaniach dawnych mieszkańców Gór Olbrzymich, czy podając dawne przepisy na ziołowe medykamenty.
Informacje zawarte w książce czasem wzbudzają zdziwienie, czasem podziw, czasem uśmiech, gdy dowiadujemy się o wierzeniach na temat magiczności niektórych lekarstw czy ich poszczególnych składników. Pamiętajmy jednak, że wszystko dzieje się w Krainie Ducha Gór, w której cuda są przecież możliwe…
Książka ma charakter popularnonaukowy, napisana jest jednak z pasją, językiem lekkim i zrozumiałym także dla Czytelnika nieczującego się specjalistą w temacie. Zawiera również kolorowe ilustracje, ukazujące poszczególne rośliny lecznicze, miejsca ich występowania czy przedmioty używane do wyrobu ziołowych lekarstw. Po jej lekturze, spacer po karkonoskiej łące już nigdy nie będzie taki sam.
Opis pochodzi ze stron Wydawnictwa Ad Rem, gdzie można zakupić tą książkę.
https://adrem.jgora.pl/ksiegarnia-karkonoska/laboranci-u-ducha-gor/
