Wspomnienie zimy w Gotschdorf – zapis z utraconej ojczyzny
Konie przystrojone dzwoneczkami i kolorowymi pióropuszami, na saniach piękne futrzane koce, a pasażerowie owinięci w futra – tak podróżowało się przez ośnieżony, lśniący krajobraz, wśród drzew pokrytych szadzią.
Wprowadzenie
Poniższy tekst stanowi nostalgiczne wspomnienie zimowych dni w Gotschdorf (obecnie Goduszyn, dzielnica Jeleniej Góry), spisane przez Alfreda Friedricha, byłego mieszkańca regionu. Ukazał się on na łamach emigracyjnego pisma „Schlesische Bergwacht” – numer 6, rocznik 5 z 1954 roku.
Tekst Alfreda Friedricha to osobista relacja przesycona tęsknotą za dawnym domem. Ukazuje codzienne życie mieszkańców przedwojennego Goduszyna, ich zmagania z surową zimą, ale także radości płynące ze wspólnych tradycji, sąsiedzkiej bliskości i wiejskich zabaw. To nie tylko zapis przeszłości, ale i wyraz głębokiego związku emocjonalnego z regionem – Kotliną Jeleniogórską (Hirschberger Tal), który autor w ostatnich słowach
nazywa „miejscem swojego wyboru”.
„Schlesische Bergwacht” była gazetą wydawaną w Niemczech Zachodnich przez Landsmannschaft Schlesien – stowarzyszenie skupiające wypędzonych Ślązaków. Czasopismo pełniło funkcję nie tylko informacyjną, ale również kulturotwórczą: utrwalało pamięć o ojczyźnie utraconej po 1945 roku i budowało wspólnotę wysiedlonych.
Zima w Gotschdorf (Goduszyn)
Zimny wiatr hula po górach.
Lasy śpiewają swoją pieśń. Coraz silniejszy wiatr smaga przez wieś, wyje wokół domu i zagrody. Wkrótce droga, ulica i linia kolejowa biegnąca przez Gotschdorf (Goduszyn) zostają zasypane śniegiem.
W takie dni każdy chciałby zostać w izbie przy piecu kaflowym, ale to dzień roboczy. Robotnik, który zwykle dojeżdżał rowerem do pracy w Hirschberg (Jelenia Góra) lub nawet dalej, w pół godziny, musi o świcie przez wiele godzin iść pieszo, walcząc z wiatrem i pogodą. Po pracy dotarcie do domu zajmuje mu godzinę, bo w międzyczasie pług śnieżny zrobił swoje.
Również gospodarz wraz ze swoimi ludźmi odśnieżył podwórze i posyła ich do stodoły młócić zboże. Surowy mróz daje się we znaki także tam. Gospodarz razem z furmanem szykuje się do niebezpiecznego transportu drewna z Otilienberg (Wzgórze Otylii, zwane Spittel).
W południe furmanka jest gotowa do drogi powrotnej. Teraz trzeba zjechać z lasu stromą, skutej mrozem i zawianą śniegiem drogą – raz z hamulcem, raz bez. Gospodarz i furman muszą z wielką wprawą i wyczuciem prowadzić ciężko załadowaną furmankę, zwłaszcza na najniebezpieczniejszym i najbardziej stromym odcinku – od domu dróżnika kolejowego aż za wiadukt kolejowy.
Na ostrym zakręcie w prawo w tym miejscu kilka lat temu zginął tragicznie właściciel majątku z Gotschdorf (Goduszyn). Mimo siarczystego mrozu konie parują, również gospodarz i furman czują ciepło. Ale dzięki Bogu, konie i ludzie dotarli bez szwanku. Dopiero na szosie Hirschberg—Voigtsdorf (Jelenia Góra – Wojcieszyce) wszyscy czują się naprawdę bezpiecznie.
Niezależnie, czy gospodarz, czy robotnik – każdy musiał walczyć o codzienny chleb. Ale jakże chętnie każdy gospodarz znów uprawiałby swoje górskie pola, a każdy robotnik znowu znosiłby burzliwe zimowe dni, gdybyśmy tylko mogli wrócić do naszej ukochanej ojczyzny.
Bo przecież nie wszystkie zimowe dni były burzliwe i niebezpieczne – pomyślmy przede wszystkim o zimowych radościach. Bywały też bardzo piękne dni, gdy gospodarz ze swoją rodziną albo pracownikami wybierał się saniami do górskich wiosek.
Konie przystrojone dzwoneczkami i kolorowymi pióropuszami, na saniach piękne futrzane koce, a pasażerowie owinięci w futra – tak podróżowało się przez ośnieżony, lśniący krajobraz, wśród drzew pokrytych szadzią. Po dotarciu na miejsce był grog, kawa i ciastka, a także tańce w gospodzie.
Bardzo przytulnie bywało też zawsze wieczorami przy świetle w rodzimej wiosce, z sąsiadami i dobrymi przyjaciółmi. Tam był nie tylko grog, ale i coś wędzonego z czterocentnerowej „Jolanthe”, a na koniec „Heempresche” – dobra mokka z dolnośląskim ciastem kruszonkowym.
W darciu pierza brało udział wiele kobiet z wioski, które również były dobrze ugoszczone. Przy tej okazji omawiano wszystkie sprawy i nowinki wiejskie, a także opowiadano niejeden żart.
Nie zapomnijmy również o miłych wieczorach karcianych, które często przeciągały się do wczesnych godzin porannych. Prawdziwy gotszdorski Skat z Kontra, Re, Grand i kolorowymi rozgrywkami oraz wszystkimi innymi „udziwnieniami” był dla wielu cenniejszy niż dobry pieczeń wieprzowa.
Imprezy stowarzyszeń odbywały się prawie wszystkie zimą. Chór cieszył nas podczas święta założenia pięknie przygotowanymi pieśniami ojczystymi i ludowymi.
Podczas święta założenia straży pożarnej naczelnik ogłaszał awanse po przemówieniu powitalnym. Obowiązująca godzina policyjna tego wieczora nie została dotrzymana, ponieważ „pożar” musiał zostać „ugaszony” aż do rana.
Kiedy stowarzyszenie wojskowe organizowało Königsball (bal królewski), cieszyliśmy się z pięknej sztuki teatralnej.
Na święcie założenia klubu gimnastycznego mogliśmy podziwiać dobre osiągnięcia sportowe.
Poza wymienionymi wyżej wydarzeniami stowarzyszeń, karczmarze zapraszali nas od czasu do czasu na turnieje Skata lub damską kawę.
Do tego dochodziły jeszcze walne lub roczne zgromadzenia wymienionych wyżej stowarzyszeń, a także Raiffeisen-Genossenschaft (spółdzielni kredytowej) i Lichtgenossenschaft (spółdzielni elektrycznej).
Poza nielicznymi domatorami, prawie wszyscy mieszkańcy Gotschdorf (Goduszyn) uczestniczyli w większości wydarzeń i interesowali się sprawami wioski. Młodzież wiejska uprawiała sporty zimowe na nartach, sankach sportowych i łyżwach.
To są piękne wspomnienia, które mnie – i z pewnością wielu gotszdorferów – często zajmują, ale często też budzą w nas smutek i gorycz.
Ale wciąż nie chcemy tracić nadziei na odzyskanie naszej ukochanej ojczyzny.
„Gdyby mnie ktoś zapytał,
gdzie chciałbym mieszkać na tym świecie,
wtedy wymieniłbym ciebie, moje Hirschberger Tal (Kotlina Jeleniogórska),
ty byłabyś miejscem mojego wyboru.”
Alfred Friedrich
Uetersen/Holstein, Alsenstraße 5
opracował Marek Mozołowski

źródło: fotopolska.pl

