CiekawostkiSportZima

„Bieg, w którym nie używa się nóg” – narciarska karykatura zamiast klasyki

Double poling – oto współczesny symbol degeneracji narciarstwa biegowego. Napędzanie się wyłącznie siłą ramion, bez pracy nóg. Szerokobarczni osiłkowie ze Skandynawii wywijają kijkami, jakby walczyli z niewidzialnym wrogiem. Osiłkom brak techniki, na zjazdach panika, wystarczy byle zjazd, by na Biegu Wazów urządzić pokazowy karambol. Siłacze w lycrach z nart zrobili sobie platformy do odpychania, zaczyna to być równie interesujące jak wyścigi kolarskie na rowerach stacjonarnych.

Już prawie sto lat temu, w 1927 roku Stanisław Faecher, publicysta Narciarstwa Polskiego, celnie przewidywał w jakim, kierunku zmieniać się może narciarstwo  biegowe. W artykule „Narciarski bieg terenowy” celnie przewidział, do czego doprowadzi pogoń za czasem i ignorowanie stylu:

Brzmi znajomo? Bo właśnie na naszych oczach to się dzieje. Stansław Faecher widział, że wypaczenie idei narciarstwa zaczęło się od równinnych wyścigów, które eliminowały zjazdy i ignorowały styl. Dziś jego proroctwo spełnia się z matematyczną precyzją: styl nie tylko zanikł – został wyśmiany i wyrzucony na margines.

Czy to jeszcze sport? Czy tylko wyścig mięśniaków?

Czy naprawdę chcemy, by narciarstwo biegowe wyglądało jak pokaz kulturystyki na śniegu? Czy miarą wartości zawodnika ma być to, jak długo utrzyma tempo kijkowania?

Stanisław Flacher wskazywał, że narciarska sprawność to nie tylko czas, ale czas, styl i pewność jazdy. Dziś z tej trójcy została jedynie sekunda na mecie. Piękno jazdy? To już nawet nie relikt – to tabu. Ci, którzy próbują biegać „po staremu”, są wyśmiewani i bez szans na czołówkę.

Double poling nie jest stylem klasycznym. Jest osobnym bytem, który należy albo zakazać, albo oddzielić jako osobną konkurencję. Nie łudźmy się – to już nie jest margines. To epidemia deformacji. I jeśli nie zatrzymamy jej teraz, za dekadę dzieci w szkółkach narciarskich będą się uczyły odpychania kijami na prostych nogach. A „bieg na nartach” będzie znaczył tyle, co „pchaj się do przodu i nie przewróć się”.


🔹 Vegard Ulvang dla norweskiego „NRK Sport” (około 2017 roku): Vegard Ulvang (norweski medalista olimpijski, szef komitetu FIS) wielokrotnie krytykował wpływ double polingu na bieg klasyczny, postulując zmiany tras (więcej podbiegów) i wprowadzenie zakazu używania tylko kijków na pewnych odcinkach.

„Jeśli nie zareagujemy, bieg klasyczny umrze. Technika klasyczna przestanie istnieć, jeśli pozwolimy, by double poling dominował całkowicie.”

I dalej:

„Potrzebujemy tras z bardziej stromymi podbiegami i musimy stworzyć warunki, które zmuszą zawodników do stosowania kroku klasycznego.”

To była reakcja na fakt, że na wielu płaskich maratonach (jak np. Marcialonga, Birkebeinerrennet, Bieg Wazów) najlepsi zawodnicy pokonywali trasę niemal wyłącznie za pomocą double polingu — bez użycia klasycznego odbicia nóg.


🔹 Langrenn.com (norweski portal o biegach narciarskich, 2018) — tekst o Biegu Wazów:

„Bieg Wazów przestał być testem narciarskiej techniki. Stał się testem siły górnych partii ciała.”

oraz:

„Obserwujemy trend, w którym narciarstwo klasyczne redukuje się do siłowego odpychania kijami. To zmienia cały charakter zawodów.”


🔹 VG Sporten (norweski dziennik sportowy, 2017):

„Double poling zdominował klasyk. Jeśli nie wprowadzimy zmian w regulaminie lub profilach tras, stracimy tradycyjny styl na zawsze.”


Kilka ważnych działań FIS, które z tych obaw wynikły:

  • Na niektórych zawodach juniorów wprowadzono obowiązek odbicia jedną nogą (tzw. obowiązkowe strefy kroku klasycznego).
  • Pojawiły się próby zakazu używania wyłącznie kijków na całych trasach lub projektowania bardziej stromych podbiegów.
  • Rozważano również oddzielenie zawodów w double polingu od klasyka, ale to nadal kontrowersyjny pomysł.

Sto lat temu Stanisław Faecher proponował nowy sposób klasyfikacji w biegu narciarskim

Stanisław Faecher, inspirując się sposobem oceniania skoków narciarskich – gdzie pod uwagę brana jest zarówno odległość, jak i styl – zaproponował trójskładnikowy system oceny zawodników w biegu narciarskim. Jego koncepcja zakładała, że o końcowym wyniku decydować powinny:

  1. Czas przejazdu – mierzony automatycznie; najlepszy wynik otrzymywał maksymalną liczbę punktów (np. 20), a za każdą sekundę straty odejmowano część punktu.
  2. Styl jazdy – oceniany przez sędziów rozmieszczonych na trasie; każdy zawodnik rozpoczynał z maksymalną notą (np. 20 punktów), z której odejmowano punkty za błędy techniczne i brak estetyki w poruszaniu się.
  3. Pewność jazdy (liczba upadków) – za każdy upadek odejmowano określoną liczbę punktów (np. ¼ punktu) od średniej oceny.

Końcowy wynik był średnią z punktów za czas i styl, pomniejszoną o kary za upadki. System ten miał premiować zawodników nie tylko szybkich, ale też technicznych i pewnych w swojej jeździe.

autor Marek Mozołowski

Stanisław Karpiel (z lewej) zmienia swojego poprzednika Mariana Woynę-Orlewicza (z prawej) na trzecim etapie narciarskiego biegu sztafetowego 4×10 kilometrów. Data wydarzenia: 1936-02 Miejsce: Garmisch-Partenkirchen Osoby widoczne: Stanisław Karpiel, Marian Wiktor Woyna-Orlewicz, Autor: Zespół: Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – Archiwum Ilustracji NAC Sygnatura: 1-M-922-119

Narciarski bieg terenowy

Autor  Stanisław Faecher.
(Zachowano oryginalną pisownię z 1927 roku.)
Artykuł został opublikowany w czasopiśmie Narciarstwo Polskie : roczników Polskiego Towarzystwa Narciarskiego tom 2. 1927.

Narciarstwo, do pewnego stopnia zamienia się na bieg pieszy po śniegu przy pomocy płóz drewnianych.

Narciarski bieg terenowy jest rzeczą dość powszechnie znaną, że dzisiejszy typ wyścigów narciarskich niezbyt sprzyja utrzymaniu techniki zjazdowej i poprawności stylu. W wyścigach bowiem obecnych, zawodnik musi poświęcić prawie całą uwagę treningowi i to treningowi ściśle kondycyjnemu, a jeżeli czasem zajmuje się on opracowaniem umiejętności jazdy, to jest to przede wszystkiem sztuka chodu i biegu po równinie, oraz umiejętność szybkiego pokonywania wzniesień. Oczywiście że także i w tej gałęzi narciarstwa wyrabia się styl i form a i to nieraz na prawdziwej wyżynie stojące, nie jest to jednak sprawność narciarska w ścisłem tego słowa znaczeniu.

Innemi słowy, doskonały a nawet stylowy biegacz, nie zawsze jest takim samym narciarzem, czyli nie zawsze umie on jeździć i pozostaje jedynie zawodnikiem biegającym na nartach. Że tak się dzieje — mamy do zawdzięczenia (jak wyżej wspomniano) przyjętemu obecnie powszechnie rodzajowi biegów, które mają charakter wybitnie wyścigowy, a więc żądają od zawodnika aby on sam pracował, aby walczył siłą i wytrzymałością o pierwszeństwo, jazda zaś na nartach i wykorzystanie charakterystycznej właściwości nart, t. j. „zjazdu“ odgrywa rolę podrzędną. Pod względem sportowym, mają tego rodzaju wyścigi pierwszorzędne wartości, każą bowiem dokonywać trudu, zmuszają do przygotowania się nieraz bardzo długotrwałego i wyrabiają ludzi nie tylko fizycznie lecz i duchowo.

Ponieważ jednakże biegi te odbywają się w terenie łatwym pod względem narciarskim, bo tylko w takim terenie mogą być normalne warunki wyścigu dla wszystkich równego — przeto nie ulega wątpliwości, że zawodnik używa w takim biegu bardzo mało sztuki jazdy na nartach, gdyż używać jej prawie nie potrzebuje. Dlatego też, sztuka ta zanika coraz bardziej i obecnie coraz częstszym jest typ zawodnika, jeżdżącego znacznie gorzej niż jeżdżono przed niedawnym jeszcze czasem. Jest to objaw bezwzględnie niepożądany, zamieniający narciarstwo, do pewnego stopnia, na bieg pieszy po śniegu przy pomocy płóz drewnianych i usuwający na bok czynnik tak ważny, jakim jest umiejętność zjazdu i piękno w nim leżące.

Utarło się mniemanie, że niepożądany ten objaw jest wynikiem wpływu, jaki na narciarstwo środkowego kontynentu wywarła ojczyzna sportu narciarskiego, to jest kraje Północy. Mniemanie to słusznem jest do pewnego tylko stopnia.

Prawdą jest bowiem regulamin stamtąd pochodzi, jak też i to, że charakter tego biegu jest tam stale równinny. Większość tych krajów, to zupełne równiny lub pojezierza, które zimową porą przedstawiają doskonałe warunki dla długodystansowych biegów płaskich. Prawdą jest także i to, że w niektórych okolicach tych krajów, zjazd narciarski w znaczeniu wysokogórskim jest prawie nieznany i niektórzy słynni nawet zawodnicy tych krajów bywali w stromym terenie bezradni.

Twierdzenia tego jednak uogólniać nie można, gdyż skądinąd wiemy, że tak ich mistrzów jazdy w terenie, jacy pochodzą z górskich okolic północnych krajów, niewielu jest na kontynencie. To, że biegi równinne, znane pod nazwą norweskich lub szwedzkich przyjęły się u nas w czystej postaci, jest wynikiem wybitnego prądu sportowego, wynikiem dążności do stworzenia jak najbardziej emocjonującego wyścigu, w którym decydować ma siła i wytrzymałość zawodnika, nie zaś wypadek.

Suggestja mistrzowskich wzorów Północy, odegrała rolę niewątpliwie podrzędniejszą. Dlatego też, mim o że wszędzie przedtem biegi zjazdowe znane były i cenione w całej Europie środkowej, to jednak ustąpiły one łatwo biegom płaskim prawie w zupełności. Dopiero w ostatnich latach zaczęły się budzić refleksje. Sztuka jazdy na nartach, znajduje swój punkt kulminacyjny w zjeździe, który jest nie tylko umiejętnością techniczną, ale wymaga także pew­nej pracy myślowej.

Ponadto zjazd narciarski stawia częstokroć wygórowane wy­magania śmiałości i odwagi, oraz poczucia stylu, a więc jako całość niesie ze sobą czynniki pod względem sportowym pierwszorzędne. Dlatego też wyścig w biegu zjazdowym ma prawdziwie wysoką wartość i zaniechanie go na korzyść wyłącznie biegów równinnych, dzieje się ze szkodą dla narciarstwa: Jeżeli jednak ten rodzaj biegów poszedł do pewnego stopnia w zapomnienie, to stało się to także z powodu niewłaściwego traktowania tych biegów. Wychodzono po prostu z założenia, że zwycięzcą powinien być ten, który w najkrótszym czasie przejedzie cały szlak biegu, czyli innemi słowy, jedynem kryterjum na podstawie którego ten bieg oceniano — był czas.

Ta zasada doprowadzić musiała do pewnego wyrodzenia się biegu i do zatraty pierwotnego jego celu, którym było utrzymanie sprawności. Z chwilą bowiem gdy zawodnik za wszelką cenę musi pośpieszać, to urządzi się on przy zjeździe tak aby jak najmniej czasu stracić. Skromne nawet wiadomości z zakresu techniki narciarskiej pouczają, że zjazd można wykonać rozmaicie i rozmaitych chwycić się sposobów by zjazd uczynić pewnym i szybkim, oraz że sposoby te nader rzadko przyczyniają się do podniesienia stylu i piękności jazdy. Szeroki tor, jazda na kijach, taktycznie stosowany upadek i t.p. to najczęstsze sposoby, które przynosiły oszczędność czasu i możliwie największy pośpiech w biegu.

Że w takich warunkach bieg zjazdowy tracił wszelki sens sportowy i techniczny, nie ulega zdaje się wątpliwości. Wszak wysiłek zawodnika (stojącego na jak najszerszej podstawie i podpartego, zamienionego na bryłę, która poddaje się w zupełności sile bezwładności) był znikomy, a obraz piękna i stylu w takim biegu był nie mniej pożałowania godny. Jeżeli zaś ktoś nie chciał zrezygnować ze swobodnej i stylowej jazdy, to tracił zwyczajnie dużo czasu, a z nim szanse zwycięstwa.

Dlatego też, zdaje się być rzeczą pewną, że o ile biegi zjazdowe mają spełnić swój cel sportowy i techniczny, to nie mogą być oceniane jedynie miarą czasu, podobnie jak nie sposób byłoby ocenianie n.p. skoków, jedynie miarą długości. Rozpatrując czynniki, na podstawie których można by oceniać bieg zjazdowy tak, ażeby to godziło się z pojęciem wyścigu i spełniało cel utrzymania sprawności narciarskiej, dochodzimy do wniosku, że czas, styl i piękno jazdy, oraz jej pewność powinny być brane pod wspólną ocenę. W ten sposób bowiem zmusza się niejako współzawodników do zachowania poprawności jazdy i kładzie należyty nacisk na właściwy cel wyścigu.

Praktycznie biorąc, bieg taki mógłby wyglądać następująco: szlak biegu powinien prowadzić terenem jak najbardziej urozmaiconym z wybitną przewagą czynnika zjazdowego, przy tem w torze zjazdu nie powinno omijać się takich partyj jak żleby, drogi i stoki leśne i strome zbocza. W każdym jednak razie nie powinien to być bieg z przeszkodami, lecz normalny bieg terenowy o niewygórowanych zbytnio trudnościach i z pominięciem niebezpieczeństwa. Trasa biegu uprzednio wyznaczona, powinna być przetorowana przez możliwie dobrego jeźdźca i nie powinna przekraczać 4 – 5 km. Włączanie do tego biegu partyj równinnych lub podbiegów może być podyktowane jedynie przez teren, bo chociaż i na nich ocenić można sprawność narciarza, to jednak w biegu terenowym nie są one pierwszorzędnego znaczenia, a uwzględnione w dużych proporcjach mogą przyczynić się do zmanierowania wyścigu. Tor biegu podzielony jest na etapy, oddane pod kontrolę sędziów orzekających, z których każdy na swoim etapie obserwuje zjeżdżających zawodników i ocenia ich sprawność.

Zawodnicy wyjeżdżają ze startu pojedynczo, w dużych o ile możności odstępach czasu, aby z jednej strony nie rozstrzelić uwagi sędziów, z drugiej zaś strony aby sami współzawodnicy nie przeszkadzali sobie w trudniejszych miejscach. Składanie kijów jest wykluczone i powoduje dyskwalifikację. Najlepszy osiągnięty w biegu czas otrzymuje pewną notę, którą z uwagi na podobieństwo do innych sposobów oceny narciarskiej określamy na 20. Każdy inny czas, gorszy o pewną określoną ilość sekund od najlepszego, otrzymuje notę, którą wylicza się automatycznie, a więc n.p. za każdą sekundę odejmuje się l/2 o punkta, czyli n.p. za każdą skończoną minutę grozi utrata 5 punktów.

W ten sposób uzyskujemy pierw­sze kryterjum oceny biegu terenowego, to jest czas — kryterjum zupełnie automatyczne. Drugim czynnikiem podlegającym ocenie, jest styl i piękno jazdy. Tu ocena jest już trudniejsza, ponieważ zależy ona od indywidualnego osądu sędziów orzekających, innemi słowy nie może już być ona automatyczna. Podobnie jak przy skokach, ocen daliby sędziowie za styl i piękno biegu na podstawie obserwacji i sąd swój wyrażaliby w odpowiedniej nocie. W szczególności więc u początku każdego etapu zawodnik miałby pełne dwadzieścia punktów, z których sędziowie w miarę zauważonych uchybień odejmowaliby pewne ilości i przy końcu etapu dawali notę ostateczną. Pewną trudność sprawiałby tu brak trwałych zasad poprawnej jazdy, z tą jednak trudnością należałoby się pogodzić i podobnie jak w skoku narciarskim, po za opracowaniom najogólniejszych „kanonów“, pozostawić ocenę sędziom do tego powołanym.

Noty wszystkich sędziów orzekających, rozstawionych na szlaku, dodane do siebie i podzielone przez ilość sędziów celem wyprowadzenia średniej, dałyby nam miarę kryterjum drugiego, to jest ocenę stylu i piękna jazdy danego zawodnika. Trzeciem wreszcie kryterjum oceny, jest pewność jazdy wyrażająca się w najmniejszej możliwie ilości upadków. Tu ocena mogłaby być znowu automatyczną, czyli polegać na zliczeniu wszystkich upadków, zamienieniu ich na określone regułą punkta karne, które rzecz prosta, obniżyłyby notę ostateczną.


Wysokość ujemnej oceny upadków, może być ustalona raz na zawsze przez regulamin np. 1/4 punkta na upadek, albo też każdorazowo ustalona przed biegiem przez sędziów orzekających, a to w zależności od gatunku śniegu i trudności wyścigu. Należałoby przytem określić wyraźnie, co będzie uważane za upadek, przyczem podnieść należy, że częściowa utrata równowagi bez przerwanej ciągłości jazdy, powinna być raczej zaliczana na poczet uchybień stylu i piękności jazdy, a nie poczytywana za upadek. Uzyskawszy więc trzy powyższe kryterja oceny biegu terenowego z łatwością wyprowadzić możemy kolejność zwycięzców wyścigu.
Do noty za czas dodaje się średnią notę z ocen sędziów orzekających i otrzymaną sumę dzieli przez dwa. Od ilorazu odejmuje się punkta karne za upadki i otrzymuje w ten sposób notę ostateczną dla zawodnika. Jak na pierwszy rzut oka widać, zwycięzcą nie musi być ten, który ma jedynie najlepszy czas, ani też ten, który jechał najładniej lub też najpewniej. Zwycięzcą będzie ten, który okaże w biegu największą sprawność ogólną, który zarówno będzie miał czas dobry, jak też ładnie i pewnie wykona bieg, choćby poszczególne jego noty za czas, formę i pewność były gorsze od najlepszych wyników poszczególnych, osiągniętych przez innych zawodników. W ten sposób traktowany bieg terenowy spełnić może doskonale swe zadanie. Sposób bowiem jego oceny zmusza zawodników zarówno do wyścigu w czasie, jak też do pieczy nad stylem i pięknością jazdy, jak wreszcie wymaga od uczestników pewności zjazdu. Innemi słowy stawia wymagania sprawności ogólnej i za sprawność ogólną nagradza. Dlatego też z chwilą, gdy przewaga biegów równinnych z jednej strony doprowadziła do pewnego zaniedbania techniki zjazdowej — a biegi zjazdowe z drugiej strony, rozgrywane tylko na czas, także do podniesienia stylu jazdy przyczyniać się nie mogły, należy jako uzupełnienie pracy nad sprawnością narciarską przyjąć typ biegów terenowych ocenianych zarówno za czas, jak za formę, jak też i za pewność.
Zawody tego typu wywalczą sobie niewątpliwie należne miejsce w programach sportowych. Zwłaszcza u nas w Polsce, gdzie technika jazdy na nartach stanęła tak wysoko i tak jest obecnie zagrożona, należy jąć się tego sposobu, celem ochrony niezaprzeczonego dorobku naszej wieloletniej pracy.
Stanisław Faecher 1927 rok

Stanisław Faecher – życiorys

Wyjazd polskiej ekipy na Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym FIS w Solleftea. Członkowie ekspedycji narciarskiej Polskiego Związku Narciarskiego przed wyjazdem z Krakowa na Mistrzostwa FIS. Stoją od lewej – Stanisław Marusarz, Bronisław Czech, Stanisław Karpiel, red. Stanisław Faecher, Izydor Gąsienica-Łuszczek, Piotr Kolesar, Andrzej Marusarz. 1934-02 (Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – Archiwum Ilustracji)

Stanisław Faecher (także: Fächer)
(ur. 15 września 1893 w Tarnowie, zm. 24 października 1961 w Londynie) – polski dziennikarz i działacz sportowy, dyrektor Sekcji Polskiej BBC w latach 1953–1960.

Lata przedwojenne

Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim (według różnych źródeł – historię lub prawo). Był dziennikarzem sportowym „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, gdzie w latach 1931–1939 prowadził dział „Kuryer Turystyczno-Zdrojowy”. Współtworzył Koło Dziennikarzy i Publicystów Sportowych w Krakowie (1924) i aktywnie działał na rzecz rozwoju polskiego sportu.

Od lat 20. był członkiem Akademickiego Związku Sportowego w Krakowie. Pełnił funkcje kierownicze w sekcjach pływackiej, wioślarskiej, kajakarskiej i narciarskiej. W latach 1926–1927 był wiceprezesem Polskiego Związku Pływackiego, gdzie pełnił również funkcję kapitana sportowego. Zasiadał także w zarządzie Polskiego Związku Kajakowego.

Największą rolę odegrał jednak w Polskim Związku Narciarskim. W latach 1925–1937 był kapitanem sportowym tego związku, a równocześnie kierował jego komisją wydawniczą (1924–1937), komisją turystyczną (1929–1935) i zasiadał w zarządzie (od 1933). W 1928 roku wydał podręcznik Kurs jazdy na nartach i sześciodniowy kurs dla początkujących. Był również sekretarzem generalnym Mistrzostw Świata FIS w 1939 roku, wielokrotnie sędziował zawody narciarskie i redagował rocznik „Narciarstwo polskie”. Kierował również kwartalnikami „Przegląd Turystyczny” (1925–1928) i „Zima” (1929–1931), a także miesięcznikiem „Turysta w Polsce” (1935–1936).

W 1930 roku został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi za działalność na rzecz sportu narciarskiego i organizację zawodów międzynarodowych.

II wojna światowa i czasy powojenne

W 1939 roku znalazł się we Francji, gdzie w grudniu współzakładał lożę wolnomularską „Kopernik”. Od 1940 mieszkał w Wielkiej Brytanii. Pracował w Sekcji Polskiej BBC, gdzie prowadził m.in. audycję satyryczną W krzywym zwierciadle Kominformu. W latach 1953–1960 kierował całą Sekcją Polską.


Źródło: Encyklopedia PWN, hasło „Stanisław Faecher



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *