Bieg Piastów, Jizerská Padesátka i tragiczny bieg w Karkonoszach w 1913 roku.
Poniedziałek Wielkanocny 24 marca 1913 rok – w Karkonoszach odbywa się bieg narciarski na 50 km – Mistrzostwa Ziem Korony Czeskiej. Start, przy doskonałej pogodzie, wkrótce pogoda załamuje się, w śnieżycy giną dwie osoby.
Bieg w 1913 roku był ekstremalnym wyzwaniem — walką o życie w śnieżnej zamieci, na wysokościach powyżej 1300 metrów n.p.m., w ciężkich, drewnianych nartach i w lnianych koszulach. Zakończył się tragiczną śmiercią dwóch osób.
Dziś tysiące narciarzy staje na starcie Biegu Piastów w Jakuszycach czy czeskiej Jizerskiej Padesátki, wielu z nich mierzy się ze zmęczeniem, chłodem i własnymi słabościami. Jednak trudno sobie wyobrazić, jak nieporównywalnie trudniejsze warunki panowały w czasie legendarnego, tragicznego biegu narciarskiego w Karkonoszach w 1913 roku.
Wtedy nie było przygotowanej tras biegu, wygodnym sprzętu, ochronną odzieżą techniczną, punktów, zabezpieczenia trasy, ratowników, skuterów śnieżnych, krótkofalówek.
Tamta tragedia ta zapadła w pamięć czeskiego społeczeństwa a jej dzień 24 marca jest obecnie świętem Horskej služby.
Śmiertelny wyścig w na grani Karkonoszy
Poranek 24 marca 1913 roku, w Poniedziałek Wielkanocny, na szczytach Karkonoszy był ciepły 8 stopni powyżej zera i grzejące słońce. Już dwie godziny później nadciągnęło załamanie pogody, ochłodzenie, gwałtowna burza śnieżna i silna wichura. Zawody narciarskie zamieniły się w walkę o przetrwanie, która przegrały dwie osoby startujący w zawodach mistrz Bohumil Hanč i kibicujący mu jego przyjaciel Václav Vrbata.
Dramatyczne wydarzenia tamtego pamiętnego dnia to także opowieść o przyjaźni, poświęceniu i ratowaniu życia, dlatego ten dzień jest dziś świętem czeskiej Horskiej Służby.
Sprzęt? Drewniane narty i lniana koszula
Trudno wyobrazić sobie, jaką przewagę mają współcześni biegacze: lekkie, karbonowe narty, specjalistyczne smary dobierane do temperatury i struktury śniegu, wygodne buty, oddychająca odzież techniczna, warstwowy system ochrony ciała.
W 1913 roku zawodnicy startowali niemal w codziennych ubraniach: w lnianych koszulach, wełnianych spodniach, grubych skarpetach i prostych czapkach z daszkiem. Ich narty były ciężkie, drewniane, długie na ponad dwa metry. Smarowanie? Prymitywne, często ograniczające się do zwykłego wosku. W takich warunkach każdy kilometr wymagał nieporównywalnie większego wysiłku niż dziś.
W zawodach wzięło udział 6 zawodników.
Dlaczego tylko sześciu?
W 1913 roku Karkonosze były obszarem zróżnicowanym etnicznie. Większość ludności stanowili Niemcy sudeccy, a Czesi byli tu mniejszością. W obszarze sportowym odbijały się też napięcia narodowościowe – istniały dwa odrębne związki narciarskie. Po czeskiej stronie Karkonoszy, będącej wówczas częścią Austro-Węgier, niemieccy narciarze również zrzeszali się w lokalnych klubach, które mogły być afiliowane przy Austriackim Związku Narciarskim (Österreichischer Skiverband, ÖSV). Czescy narciarz zrzeszeni byli w założonym w 1903 czeski Svaz lyžařů v Království českém.
Obszary górskie na terenie Czech zamieszkiwane były w większości przez ludność niemieckojęzyczną, dlatego ich związek liczył ponad 2500 członków, a w czeskim związku był ok 1200 narciarzy. Rywalizujące organizacje narciarskie nie współpracowały ze sobą – wręcz przeciwnie austrjacki związek narciarski zbojkotował czeskie zawody w Karkonoszach.
Jedynym Niemcem, który bierze udział w zawodach jest Emerich (Emmerich) Rath z Pragi.

Wielkanocny dramat
Związek Narciarzy Królestwa Czech ogłasza na dzień 24 marca 1913 roku VIII międzynarodowy bieg narciarski na 50 km pod patronatem kniżete Františka Antonína Thun-Hohensteina c. k. místodržící v Království českém. (Książę Franz Anton Thun-Hohenstein cesarko-królewski namiestnik Królestwa Czech).
Trasa prowadziła przez grzbietowymi partiami Karkonoszy przez otwarte przestrzenie, bez ratrakowanych torów, bez żadnych ułatwień. Dziś narciarze mogą liczyć na wyratrakowane ścieżki i aktualne komunikaty meteorologiczne, służby ratownicze na trasie, skutery śnieżne i radiotelefony.
Start odbył się przy Labskiej Boudzie — wysoko, niemal na samych karkonoskich grzbietach. W przeciwieństwie do dzisiejszego Biegu Piastów czy Jizerskiej Padesátki, które prowadzą przez łagodniejsze, niższe partie Gór Izerskich, zawodnicy z 1913 roku biegli przez najbardziej surowe zakątki Karkonoszy — Martinovka, Vysoké Kolo, Violík, Sokolník, Harrachove Kamienie, Zlaté návrší — miejsca, gdzie pogoda nawet dziś potrafi zmieniać się w ciągu minut.
Bohumil Hanč i Václav Vrbata — tragiczni bohaterowie
Bohumil Hanč – triumfator wielu wyścigów

Bohumil Hanč urodził się 19 listopada 1886 roku w Benecku. Był sportowcem, narciarzem, mistrzem długodystansowego biegu na nartach — człowiekiem, dla którego śnieg i góry były drugim domem. Jego życie i legenda splotły się nierozdzielnie z losami Václava Vrbaty, przyjaciela z czasów Sokola i wspólnej służby wojskowej w Sarajewie. Obaj na zawsze zapisali się w pamięci Karkonoszy w dramatyczny wielkanocny poniedziałek 1913 roku.
Sportowe osiągnięcia Bohumila Hanča
24 lutego 1907 roku Hanč zdobył swój pierwszy tytuł mistrza Królestwa Czeskiego w biegu na 50 kilometrów jako reprezentując Český krkonošský spolek Ski. Była to dopiero druga edycja tych zawodów. Pokonał wówczas Emmericha Ratha i Josefa Mejvalda. Od tamtej pory tytuł „Mistrza Narciarskiego” stał się jego dumą. Hanč nie zwalniał tempa – triumfował również w latach 1908 i 1909. Później obowiązek wezwał go do służby w armii cesarskiej, służył w Sarajewie jako sierżant. Towarzyszył mu Václav Vrbata, z którym w mundurze zacieśnili więź jeszcze mocniejszą dawmien w Karkonoszach.
Po powrocie z Bośni pracował jako urzędnik bankowy, a w 1913 roku miał zostać młodym ojcem – jego żona spodziewała się dziecka. Razem kupili dom do remontu i to właśnie na prośbę żony Hanč obiecał ograniczyć starty w zawodach i skupić się na pracach nad ich nowym domem. W rozmowach ze znajomymi powtarzał, że wyścig w Karkonoszach będzie jego ostatnim – czas skupić się na rodzinie. Tego tragicznego ranka niemal wymknął się z domu razem z przyjacielem Vaclavem Vrabatą.
Václav Vrbata – wierny przyjaciel

Václav Vrbata (1885–1913) był czeskim narciarzem i bliskim przyjacielem Bohumila Hanča, którego znał z organizacji Sokol i wspólnej służby wojskowej w Sarajewie. Obydwaj tragicznie zginęli podczas biegu narciarskiego w Karkonoszach 24 marca 1913 roku, gdy niespodziewane załamanie pogody przekształciło zawody w walkę o życie. Hanč, nieświadomy, że pozostaje na trasie sam, kontynuował bieg mimo burzy śnieżnej. Spotkany przez Vrbatę, otrzymał od niego płaszcz i czapkę, lecz mimo tej pomocy zmarł z wychłodzenia i wyczerpania. Vrbata również zginął na grzbiecie Karkonoszy, próbując ratować przyjaciela.
Przebieg zawodów
Start nastąpił 24 marca 1913 roku o godzinie 7:10 przy Labskiej Boudzie. Niezwykle wysoka temperatura, aż 8°C — sprawiła, że sześciu zawodników ruszyło na trasę w samych koszulach, bez czapek i rękawic. Hanč szybko objął prowadzenie. O 7:55 zaczęło padać. Na odcinku przy Śnieżnych Jamach liderem został Karel Jarolímek, potem Oswald Bartel. Jednak przy Violíku Hanč znów przejął prowadzenie i nie oddał go już nikomu.
Pogoda pogarszała się z minuty na minutę. O 9:00 deszcz zamienił się w śnieg. Rath i Jarolímek zrezygnowali z rywalizacji przez poranione stopy. Trasa wiodła przez Harrachowe Kamienie, następnie na Zlaté návrší, by zakończyć pierwszą pętlę przy Labskiej Boudzie.
O 10:20 nadciągnęła wichura z mokrym śniegiem. Bartel i Feistauer zeszli z trasy, ostatni zrezygnował Scheiner.
Spośród sześciu zawodników, którzy wystartowali z Labskiej Boudy, tylko jeden — Bohumil Hanč — trwał na trasie, gdy reszta już dawno zrezygnowała w obliczu coraz brutalniejszej zamieci. Hanč nie wiedział, że bieg został odwołany. Przemoczony, zziębnięty, w samym tylko cienkim ubraniu, walczył z wichurą, śniegiem i wyczerpaniem.
Na trasie przy Nowej Śląskiej Boudzie malarz i znakownik karkonoski Kamil V. Muttich podał Hančowi cytrynę i rękawice. Przy Violíku komisarz zawodów Vladimír Záboj Vaina — późniejszy pierwszy szef czeskiej Górskiej Służby — próbował zatrzymać Hanča, widząc, że od godziny nikt inny nie nadjeżdża.
Wicher i śnieżyca zagłuszyły jednak wołanie; Hanč, błędnie interpretując gesty Vainy jako wskazanie kierunku, pomachał i pobiegł dalej w stronę Zlatégo návrší.
Vacla Vrbata pomaga przyjacielowi
Tam w gęstej mgle natknął się na Vrbate. Vaclav, widząc, w jakim stanie jest Hanč, bez wahania oddał mu swoją czapkę i płaszcz. Sam postanowił zjechać do Míseček, ale po chwili, zaniepokojony losem Hanča, zawrócił na grzbiet. W śnieżnej zadymce próbował odnaleźć przyjaciela, kierując się śladami. Znalazł jedynie wbite w śnieg narty. Jego ciało Ciało Vrbaty odnaleziono niedaleko miejsca, gdzie dziś stoi jego symboliczna mogiła. Zginął, pomagając przyjacielowi — stając się bohaterem Karkonoszy.
Miejsce gdzie Vrbata został znaleziony martwy, na grzbiecie między Harrachowymi Kamieniami a Zlatým návrším — dziś miejsce to nosi jego imię: Vrbatovo návrší. W jego pobliżu wznosi się także schronisko nazwane na cześć tej tragicznej ofiary przyjaźni.
Na trasę wyrusza pomoc, wśród ratowników Emmerich Rath
Rozpoczęto poszukiwania Bohumila Hanča. Z Labskiej Boudy wyruszyły dwie ekipy w dwóch kierunkach zawodnik Jarolímk z sędzią Fischerem oraz zawodnik Emerich Rath, praski Niemiec – fenomenalny sportowy „człowiek orkiestra”, który znał Hanča z licznych wcześniejszych zawodów. Sam wcześniej brał udział w wyścigu, jednak z powodu otarć na stopach musiał się wycofać. Teraz był już najwyraźniej wypoczęty i nie zważał na swoje dolegliwości. Chodziło o życie przyjaciela.
Jak podaje „Věstník Krkonošský” z 12 kwietnia 1913 roku, w numerze zatytułowanym „Hančovo číslo”, Po przebiegnięciu około dwóch i pół kilometra, Emmerith Rath krótko po pierwszej po południu, dotarł na Zlaté návrší, gdzie znalazł Bohimila Hanča. Czeskiego narciarza klęczał na ziemi, z nartami wbitymi dziobami w śnieg. W ustach trzymał gwizdek używany do wzywania pomocy i bełkotał coś niezrozumiale. Nie rozpoznał Ratha, którego przecież dobrze znał. Najwyraźniej znajdował się w stanie delirium.
Niemiec zdjął swoje narty i Hanča, wziął kolegę pod ramię i zaczął go ciągnąć w stronę schroniska Labská bouda. Gdy zauważył, że Hanč nie jest już w stanie iść, wziął go na plecy i w ogłuszającej zamieci niósł przez zaspy kilkaset metrów. W końcu jednak opadł z sił. Oparł Hanča o tyczkę szlakową i wrócił po swoje narty, aby szybciej dotrzeć do Labskiej boudy po pomoc. W tamtej chwili czeski narciarz był jeszcze w miarę przytomny, choć w stanie skrajnego wyczerpania.
Emerich Rath całkowicie wyczerpany wrócił do schroniska i powiadomił o odnalezieniu Hanča. Koledzy natychmiast wyruszyli saniami na wskazane miejsce. Znaleźli jednak Hanča bez ruchu, leżącego twarzą w śniegu. Przewieźli go do schroniska i próbowali reanimować. Niestety było już za późno. Serce Hanča przestało bić. Tak zakończyło się życie znakomitego narciarza, który wcześniej trzykrotnie zwyciężył w tym samym biegu. Mimo dużego doświadczenia przecenił swoje siły i nie docenił zdradliwości nieubłaganego górskiego klimatu.
Tak opowiadał później o tym zdarzeniu.
„Podniosłem Hanča, ale co najmniej trzy razy znowu upadł. Przy tym zsunęła mu się rękawiczka, którą z wielkim trudem mu naciągnąłem, bo miał rękę zupełnie zdrętwiałą. Burza śnieżna wciąż się nasilała. Wziąłem Hanča pod bok, jedną jego rękę oparłem na swojej szyi, a w jego prawą dłoń wcisnąłem mu kijek i tak pieszo chciałem dotrzeć do schroniska. Hanč ciągle mi upadał i bełkotał niezrozumiałe słowa. Po kilku krokach powiedział mi 'poczekaj, odpocznę’, co powtórzył dwa razy. Wziąłem więc Hanča na plecy i niosłem go około 500 metrów w kierunku Labskiej. Wiatr wiał mi prosto w twarz i kilka razy przewrócił mnie razem z nieruchomym Hančem. Śnieg był miękki od deszczu, więc przy każdym kroku zapadałem się, czasem aż po pas. Co 20 kroków musiałem odpocząć, bo Hanč, trzymając mnie za szyję, zdrętwiałą ręką mnie dusił. Miałem nadzieję, że ktoś z Labskiej Boudy wyjedzie do nas z pomocą.”
Tajemniczy dobroczyńca
Na tym jednak tragedia się nie skończyła. Zdruzgotani ratownicy zauważyli bowiem coś dziwnego. Podczas gdy rano, w ciepłą pogodę, Hanč wyruszył na trasę tylko w koszuli – i w takiej samej odzieży widział go sędzia na trasie – teraz miał na sobie płaszcz, czapkę i rękawice. Musiał więc w wichurze spotkać kogoś, kto przekazał mu swoje ubranie, sam wystawiając się na śmiertelne niebezpieczeństwa.
Pod kierownictwem inżyniera Havelki załoga Labskiej boudy zorganizowała kolejną akcję ratunkową w poszukiwaniu tajemniczego dobroczyńcy. O tym, kto pierwszy go odnalazł, istnieją dwie wersje. Według jednej zrobiła to grupa Havelki, według drugiej – dyrektor zawodów, inżynier Fischer, który również należał do trójki śmiałków szukających Hanča w różnych kierunkach.
Drugą wersję podaje też wspomniany numer „Hančovo číslo”. Według niego Fischer, odpoczywając w schronisku Dvorské boudy, otrzymał od pewnego chorego psychicznie górala wiadomość o leżącym człowieku. Wyruszył na miejsce z manierką gorącej herbaty i prawdopodobnie saniami. Przy drogowskazie na Spildelmühle (dzisiejszy Szpindlerowy Młyn) znalazł wbite w śnieg narty, a obok martwego człowieka bez płaszcza, czapki i rękawic.
Nie obejrzał go dokładnie i myślał, że odnalazł poszukiwanego Hanča. Wkrótce na miejscu pojawił się góral z turystą, którzy pomogli przewieźć ciało do Mísečných Bud, a stamtąd późnym wieczorem do kostnicy w Vítkovicach. Pierwsza wersja z kolei mówi, że zmarłego transportowała grupa Havelki, a Fischera spotkali po drodze.
Prawda zapewne leży gdzieś pośrodku. Według Martina Witkowskiego, obie grupy niemal równocześnie odnalazły ciało tajemniczego zmarłego.
Dopiero następnego dnia ustalono, że był to Václav Vrbata, były naczelnik Sokoła z Jilemnicy. Historia nabrała przez to nowego wymiaru. Był bliskim przyjacielem Hanča i udał się na zawody jako widz. To on w zamieci spotkał wychłodzonego zawodnika i oddał mu swoje ubranie, za co zapłacił życiem.
Miał też ogromnego pecha. Fischer znalazł go zamarzniętego przy samych nartach Hanča, na które Vrbata musiał natrafić zupełnym przypadkiem. Niestety dotarł tam krótko po tym, jak Rath opuścił to miejsce.
Miejsce gdzie Vrbata został znaleziony martwy, na grzbiecie między Harrachowymi Kamieniami a Zlatým návrším — dziś miejsce to nosi jego imię: Vrbatovo návrší. W jego pobliżu wznosi się także schronisko nazwane na cześć tej tragicznej ofiary przyjaźni.
Emerich Rath – bohater który chciał uratować Bohumila Hanča

Emerich Rath (1883–1962) był wszechstronnym czesko-niemieckim sportowcem urodzonym w Pradze, wychowanym w Broumovie. Był dwujęzyczny, ale zawsze deklarował narodowość czeską. Zasłynął jako maratończyk, narciarz, kajakarz, bokser, hokeista, wspinacz i pionier czeskiego trampingu. Startował na igrzyskach olimpijskich w 1908 i 1912 roku.
Brał udział w tragicznych zawodach narciarskich w Karkonoszach w 1913 roku, podczas których zginął Bohumil Hanč – to Rath go odnalazł i próbował ratować. Był wegetarianinem i propagował zdrowy tryb życia, a dziś uznawany jest za ikonę współczesnego wegetarianizmu. W czasie wojny ukrywał Żyda, za co po wojnie uniknął wysiedlenia. W okresie komunistycznym skonfiskowano mu sklep, a on sam trafił do więzienia. Pod koniec życia żył w biedzie i zmarł w domu opieki w Broumovie. Pośmiertnie uhonorowany nagrodą Fair Play. Upamiętniony w książce, teatrze i filmach, m.in. „Synowie hor” i „Ostatni wyścig”.
Pogoda w Karkonoszach — zdradliwa jak nigdzie indziej
Gwałtowne załamania pogody w Karkonoszach nie są niczym niezwykłym. „Fukeř” — tak starzy górale nazywali burze śnieżne, które w ciągu minut potrafiły zmienić słoneczny dzień w śmiertelną pułapkę. Dziś meteorolodzy ostrzegają przed takim zjawiskiem w prognozach — w 1913 roku nikt nie mógł przewidzieć nadciągającej katastrofy.
W marcu 1913 r. właśnie taka „fukeř” spadła na zawodników: wiatr dochodził do 150 km/h, mokry śnieg zmienił szlak w tonącą w mlecznej bieli pustynię, a temperatura zjechała gwałtownie poniżej zera. W takich warunkach nie było szans na ratunek.
Dziedzictwo tragicznego biegu
Pamięć o Bohumilu Hanču i Václavu Vrbacie przetrwała do dziś. Ich imiona noszą schroniska i pomniki w zachodnich Karkonoszach. Ich historia jest przestrogą, ale też symbolem przyjaźni, odwagi i poświęcenia.
Gdy więc następnym razem staniesz na starcie Biegu Piastów czy Jizerskiej Padesátki, wspomnij przez chwilę tamten marcowy dzień sprzed 111 lat. Gdy narty były drewniane, koszula z lnu, a śmierć czaiła się za pierwszą mgłą.
Reakcje i pamięć
Śmierć Hanča i Vrbaty poruszyła całe Królestwo Czeskie. Pisano o niej w „Národní listy”, „Čas”, „Krakonoš”, „Sportovní svět”. Hanč stał się bohaterem narodowym. Vrbatę uznano za symbol przyjaźni i poświęcenia.
Dziś w miejscu, gdzie Vrbata oddał życie, stoi pomnik. W 1964 roku obok zbudowano Vrbatovą boudę. Bohaterowie spoczywają na cmentarzu w Jilemnicach.
24 marca to dziś Dzień Horskiej služby w Czechach – dzień górskich ratowników.
O Hanču i Vrbacie napisał František Kožík powieść „Synové hor” („Synowie gór”), która ukazała się po raz pierwszy w 1954 roku. Autor przerobił ją także na scenariusz filmowy, na podstawie którego dwa lata później reżyser Čeněk Duba nakręcił film o tym samym tytule. W wyniku powojennych nastrojów antyniemieckich rola Emericha Ratha została w tej wersji pomniejszona.
Spektakl Poslední závod, Divadlo J.K. Tyla w Pilźnie.
Film Synové hor (1956, reż. Čeněk Duba).
Film Poslední závod (2022, reż. Tomáš Hodan). Film dostępny jest na YouTube w wersji czeskiej.
autor: Marek Mozołowski
Film dokumentalny Czeskiej Telewizji

Pingback: Emil Zátopek - czechosłowacki mistrz olimpijski kolorowe skarpety i terror w Polsce - xc.info.pl