Dawne zwyczaje wielkanocne w Karkonoszach
Niedziela Palmowa – „Palmstecken” i „Palmbuschen”
W katolickich wsiach Karkonoszy, zwłaszcza w Górach Izerskich i południowej części regionu (np. w okolicy Trutnova/Marschendorf), Niedziela Palmowa była związana z zwyczajem palmbuschen. Dzieci i młodzież nosiły do kościoła ozdobnie związane gałązki („Palmstecken”).
„Gałązki palmowe były zrobione z bukszpanu, pączków wierzby, gałązek sosny i kolorowych wstążek. Były one poświęcone w kościele, a potem wbijane w pola lub przechowywane w domu, aby przynieść błogosławieństwo.”
— Josef Franzl, Volksleben im Altvater- und Riesengebirge, Opawa 1926, s. 44.
W Niedzielę Palmową Jarmark Tallsack w Bad Warmbrunn (Cieplice Śląskie-Zdrój)
Jak od wielu wieków, tak i w tym roku w Niedzielę Palmową nie tylko mieszkańcy całych Karkonoszy, ale także osoby z dalszej okolicy z pewnością przybędą na wielkie śląskie święto ludowe, „Tallsackmarkt”, którego frekwencja z pewnością wzrośnie, szczególnie w związku z rozwijającą się niemiecką gospodarką.
Jarmark obchodzony jest od około 600 lat jako święto religijne, na które przybywali rolnicy i osadnicy z całej okolicy, by w cysterskim klasztorze w Bad Warmbrunn poświęcić gałązki palmowe — obyczaj, który przetrwał aż do dzisiaj. Niemniej jednak, obecnie religijny charakter, z którego wywodził się Tallsackmarkt, jest już niewiele widoczny. W zamian z wydarzenia rozwinęło się ogromne święto ludowe, które może przyciągnąć nawet do 30 000 osób, a czasem i więcej. Spokojna miejscowość uzdrowiskowa, która w ostatnich latach zyskała rozgłos dzięki nowym inwestycjom w kąpieliska, wówczas ukazuje niezwykle ożywiony obraz.
Wielki Czwartek Zielony Czwartek (Gründonnerstag)
W rejonach górskich w Wielki Czwartek istniał zwyczaj, że chłopcy chodzili od domu do domu z piszczałkami i klaskaczami, aby zbierać datki na Wielki Czwartek. W wielu miejscach gotowano zieloną potrawę. Zazwyczaj była to zupa z kilku zielonych ziół, która miała zapewnić zdrowie na cały rok.
Wielki Piątek (Karfreitag)
Ponieważ dzwony kościelne milczały do Wielkiej Niedzieli, ministranci wędrowali po wsi z drewnianymi, aby wezwać wiernych na nabożeństwa.
Wielka Sobota Wigilia Wielkanocna (Karsamstag)
W całym Śląsku, w tym w Karkonoszach, nabożeństwo rezurekcyjne odbywało się w sobotnie popołudnie. Po nim spożywano uroczysty posiłek, którego głównym daniem był soczysty szynka pieczona w cieście chlebowym, nadającym jej wyjątkowy aromat.
Sposób przygotowania wypieków wielkanocnych był bardzo różnorodny. Popularny był warkocz wielkanocny, w którym na górze wstawiano jajko. Oczywiście ciasto było lepsze niż w pozostałe dni roku. W całym Śląsku popularne było tzw. Gaalbrutel – żółte pieczywo. Do ciasta drożdżowego z rodzynkami i migdałami dodawano szafran, co intensyfikowało jego żółtą barwę. Nie mogło zabraknąć również ciasta drożdżowego z kruszonką i ukochanego przez wszystkich ciasta makowego, bo inaczej nie byłoby to prawdziwe święto.
W niektórych miejscach Karkonoszy zachował się stary germański zwyczaj błogosławieństwa ognia, zwłaszcza w odległych dolinach. W nocy wielkanocnej przed kościołem zapalano nowe ognie, od których zapalano wszystkie świece.
Niedziela Wielkanocna (Ostersonntag)
Szukanie jajek wielkanocnych w niedzielny poranek było dla dzieci wielką radością. Matka farbowała ugotowane jajka zieleniną i łupinami cebuli. Starym zwyczajem było wycinanie na jednolitych jajkach za pomocą brzytwy skomplikowanych wzorów roślinnych lub kwiatowych. Zając kładł jajka w gniazdach z mchu przygotowanych przez dzieci. Często były również inne drobne prezenty.
Osterwasser
Zwyczaj „chodzenia po wodę wielkanocną” to tradycja sięgająca czasów pogańskich. Woda od zawsze była symbolem życia. „Osterwasser” to woda, którą zgodnie z dawnym zwyczajem zbierano rano w Niedzielę Wielkanocną, jeszcze przed wschodem słońca, z fontanny, strumienia lub rzeki — w sposób cichy i niezauważony. Zwyczaj ten był szczególnie praktykowany przez młode kobiety i dziewczęta.
Zgodnie z ludowym wierzeniem, woda ta miała wyjątkowe właściwości — długo się utrzymywała i nie psuła, jeśli była przechowywana w chłodnym i zacienionym miejscu. Mówiło się, że pomagała na choroby oczu i zapewniała piękną skórę, jeśli ktoś się nią umył. Dodatkowo wierzono, że sprzyja płodności, jeśli młode żony używały jej do mycia się.
Dawniej również zwierzęta były pędzone nad wodę w Wielkanocny Poranek, aby się umyły i napiły wody, co miało je chronić przed chorobami. Alternatywnie, wodą spryskiwano ludzi i zwierzęta. A kto był zakochany, ten powinien był spryskać swoją wybrankę/wybranka wodą wielkanocną, która miała zapewnić odwzajemnienie uczucia.
Zbieranie wody musiało odbywać się w milczeniu i niezauważeniu. Nie wolno było się śmiać ani mówić, ponieważ inaczej „Osterwasser” nie miało mieć swojej mocy.
Oczywiście „milczenie i niezauważenie” stanowiły wyzwanie. Chłopcy i młodzi mężczyźni próbowali podejść do dziewcząt zbierających wodę wielkanocną. Proponowali im sitka do zbierania wody, wygłupiali się, opowiadali żarty, próbując je rozśmieszyć lub wciągnąć w rozmowę. Dziewczyny miały więc trudność w przyniesieniu wody wielkanocnej do domu w jej pierwotnej formie, zachowując jej „specjalną moc”.
Poniedziałek Wielkanocny (Ostermontag) – Schmackostern (Schmackuster)
Zwyczaj, zwłaszcza w Śląsku, polegający na biciu młodych kobiet w ramach wiosennych obchodów przy użyciu „życiowej rózgi”, był szeroko rozpowszechniony. Wywodzi się jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. Jest to tradycja związana z rytuałami płodności, które świętowały budzenie się natury po zimie.
Na Śląsku życiowa rózga, znana również jako „Schmackuster”, miała różne regionalne nazwy, takie jak fitzeln, frischschlagen, fudeln, futteln, gesundschlagen czy też kindeln.
Podobne rytuały występują również w starożytnym Rzymie. Historycy opisują ten zwyczaj jako „Schmigoster” lub „Schmeckoster”. Słowo to pochodzi od „schmecken” lub „schmacken”, co oznacza bić lub smagać, albo od „smack”, czyli uderzenie. „‑oster” oznacza ukochaną osobę, choć nie ma to związku z Wielkanocą.
Na Śląsku zwyczaj Schmackuster praktykowano w drugi dzień Wielkanocy. Wcześniej przygotowywano cienkie gałązki jałowca lub brzozy, które stawiano w ciepłym pokoju, aby zakwitły. Często splatano także wiklinowe gałązki w rattanowe rózgi, które ozdabiano kolorowymi wstążkami.
Rano chłopcy wybierali się do dziewcząt, często jeszcze w łóżku, aby je zastać. Podnosili kołdrę i delikatnie smagali je po odkrytych ramionach i nogach. Uderzenia miały na celu nie tylko wspomagać siłę i sprawność niezbędnych do pracy kończyn, ale także płodność, a ramiona i nogi były symbolami innych części ciała.
Wielu rodziców również odwiedzali ich dzieci, którzy smagali ich po nagich tyłkach. Oczywiście, gdy tylko wstawali, zabierali rózgi i zaczynali bić napastników.
Wówczas padały również tzw. „prośby wielkanocne”, jak na przykład:
- „Oster, Schmackoster, gib Eier und Speck, vom Kuchen ein Eck – sonst geh ich nicht weg!”
- „Eins, zwei, drei, hier kommt die Futtelei. Gibst du mir kein Ei, so schlag ich dir das Hemd entzwei.”
- „Oster, Schmackoster ist hier! Drei Groschen zum Bier, drei Bier und ein Stück Speck, erst dann geh ich weg!”
- „Madla, Madla, loß dich peitscha, doaß dich ni de Flehlan beißa: Gim mer a E, oder zwe, und a Stickla Usterkucha, ich war dich hinger draußa sucha.”
Po całym rytuale, chłopcy byli poczęstowani przez dziewczęta wielkanocnym ciastem i jajkami.
