Małe Borowe na Liptowie. List do Gazety Podhalańskiej
List nadesłany do Gazety Podhalańskiej. Nowy Targ 23 marca 1913 r. Rok I nr 13
Małe Borowe (Świniarki) w Liptowie, 1913 r.
W Liptowskim komitacie (obwodzie), pod samymi Tatrami, 16 km od Liptowskiego Mikułasza, leży roztrącona po górach niewielka wieś Małe Borowe, inaczej Świniarki, licząca 572 dusze, a należąca do parafii Wielkiego Borowego.
Nasz macierzyński język jest góralski. Nasi przodkowie mieli pochodzić z Piekielnika na Orawie. Lud tu jest bardzo zaniedbany. My nie czytamy żadnych książek ani gazet. Ze wszystkich stron otaczają nas Słowacy, my zaś tworzymy wśród nich wyspę góralską, polską.
Ziemia w naszej wsi jest bardzo nieurodzajna, górzysta i nieprzystępna. Za to mamy bardzo piękny widok na bliskie Tatry. Na wysokiej górze, nad głębokim potokiem, mamy cmentarz, na którym jest niewielka dzwonnica z dzwonkiem. Niżej cmentarza mamy szkołę, ale strasznie zaniedbaną. Nauczycielem był u nas dłuższy czas jeden Orawiec, góral z pochodzenia, ale z małej i niestałej płacy nie mógł wyżyć, wyjechał więc do Ameryki.
Przez kilkanaście lat nie mieliśmy później nauczyciela. Teraz na szkoły dopłaca węgierski rząd, nauczyciela mamy więc znowu.
Chłopi nie trudnią się u nas gospodarstwem. Wszyscy idą w świat za chlebem. Są to okniarze, przetacarze, których i Szanowni Czytelnicy Podhala dobrze znają. Około gospodarstwa pracują nasze żony. W całej naszej wsi nie ma ani jednego konia. Gościńca nie mamy, nawet wozowej drogi, tylko zwykłe chodniki. Najcięższe roboty wykonują u nas żony. Żona wynosi nawóz na górzyste role, ziarno przykopie, plon z pola poznosi, drzewa na opał z lasu naznosi. Oprócz tego przyniesie żydowi z Liptowskiego Św. Mikułasza beczułkę piwa, bryłę soli, worek mąki itp. Przy wolniejszym czasie nasze kobiety robią płócienka do przetaków, a robią to bardzo szybko i zgrabnie.
Tutejsze kobiety wiedzą więc, co to jest praca, ale też, co to jest gorzałka. Piją, że strach.
Na Święta Bożego Narodzenia schodzą się wszyscy chłopi ze świata do domu. Naprzód zapłacą podatki, potem to, co żony w karczmie naborgowały przez cały rok, a resztę, co się zbywa, przepijają w karczmie.
Po świętach znów biorą chłopi krosna i diamenty i idą w świat, każdy w inną stronę. We wsi pozostaje tylko wójt, żyd karczmarz, starcy i żony z dziećmi.
W ostatnich czasach i do Ameryki wyemigrowało od nas kilku ludzi, bo okniarstwo nie ma już takiego odbytu jak dawniej.
Okniarz.
Małe Borowe – Wikipedia
Małe Borowe (słow. Malé Borové) – niewielka wieś (obec) w północnej Słowacji, w powiecie Liptowski Mikułasz, w kraju żylińskim. Wieś stopniowo wyludnia się, jeszcze w 1991 roku zamieszkiwało ją 301 mieszkańców, w 2016 roku już tylko 136.
Położenie
Znajduje się w historyczno-geograficznym regionie Orawa. Pod względem geograficznym miejscowość położona jest w Skoruszyńskich Wierchach, w górnej części Doliny Świniarskiego Potoku, pomiędzy wzniesieniami Polianky i Blato. Przez miejscowość spływa Świniarski Potok, uchodzący do Hucianki w Rowie Podtatrzańskim. Zabudowania miejscowości znajdują się na wysokości 880–990 m n.p.m.
Historia
Jest to miejscowość założona w XVI lub na początku XVII w. przez osadników z polskiej Orawy. Dawniej miała nazwę Šwiniarky. Większość jej mieszkańców zajmowała się szklarstwem i za zarobkiem wędrowali po Morawach i Śląsku. Podobnie było w sąsiednich wsiach Huty i Wielkie Borowe. Na przysiółku Nowoć (Novoť) szkło w niewielkiej miejscowej hucie szkła wytwarzano jeszcze do 1840 roku. Część ludności zajmowała się pasterstwem. Jeszcze obecnie na wielkich łąkach wypasane są krowy i owce.
Kultura
We wsi jest używana gwara przejściowa słowacko-orawska. Gwara orawska jest zaliczana przez polskich językoznawców jako gwara dialektu małopolskiego języka polskiego, przez słowackich zaś jako gwara przejściowa polsko-słowacka.
Turystyka
Tereny miejscowości to duże łąki na stokach i grzbietach wysokich wzgórz. Dzięki temu roztaczają się stąd rozległe widoki na Góry Choczańskie, Skoruszyńskie Wierchy i Tatry Zachodnie. W miejscowości zachowało się wiele zabytkowych domów w regionalnym stylu[7]. Przez miejscowość prowadzi znakowany szlak turystyczny:
Szlak czerwony czerwony: Orawski Biały Potok – Mních – Machy – Prieková – Kopec – Małe Borowe – Polianky – Súšava – Wielkie Borowe – Díel – Malatiná.
Dla wytrwałych czytelników fragment rozprawy doktorskiej
Autor: ks.mgr lic. Adam Banasik
Tytuł: Wychowanie narodowe w działalności społecznej i duszpasterskiej
oraz w twórczości ks. Ferdynanda Machaya (1889–1967)
Promotor: ks. prof. dr hab. Andrzej Zwoliński
Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie
Kraków 2022
link do całej publikacji
Edukacja szkolna
Dla Ferdynanda pierwszymi duchowymi przewodnikami i wychowawcami byli najbliżsi. Można przypuszczać, że szczególną rolę w jego procesie dochodzenia do własnej tożsamości narodowej odegrała matka. Dlatego Machay najczęściej wspomina ją w swoim pamiętniku Moja droga do Polski. Ona to uczyła syna do szóstego roku życia języka polskiego, zanim rozpoczął naukę w Jabłonce, w szkole ludowej. Przede wszystkim uczyła go polskiego pacierza i modlitwy we wspólnocie rodzinnej, o czym pisał we wspomnianym wyżej pamiętniku: „do dziesiątego roku modliliśmy się rano i wieczorem na głos” 8 . By modlitwa była poprawnie wypowiadana, czuwał nad tym Ojciec. Chcąc wzbudzić w dzieciach ciekawość świata, ojciec od czasu do czasu czytał im na głos gazetę. Bliski sercu Ferdynanda był dziadek Józef, którego nazywał „nieodstępnym towarzyszem”. Dziadek uczył go polskich piosenek góralskich, przekazywał swoją wiedzę o języku polskim, krzyczał, kiedy mieszał słowa polskie ze słowackimi: „to nie wolno”.
Polscy górale orawscy z biegiem czasu tracili swoją świadomość i tożsamość narodową, niektórzy zaczęli się utożsamiać z ludem słowackim. Coraz częściej pojawiały się przypadki, że polski chłop wstydził się ojczystej mowy, ponieważ uważał „język słowacki za mowę wykształconych warstw społecznych, swój – za gwarę gminu”. Ten proces wynaradawiania dotykał także przyszłego księdza Ferdynanda: „W szkole modliłem się po słowacku, w domu zaś po naszemu. Dlaczego dziecko ma się inaczej w szkole modlić, a w domu inaczej, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Wreszcie przyzwyczaiłem się do tego wołającego o pomstę do nieba zamachu na duszę polskiego dziecka, jak tylu innych, najłatwiej na świecie. I gdy po kilku tygodniach otrzymałem od nauczyciela słowacki elementarz (…), już w roku szóstym stałem się Słowakiem, mówiącym po polsku.
Każde dziecko musiało przeżyć te ciężkie wrażenia. Niektóre zaś matki, aby uchronić dzieci od tego przewrotu, (…) same zaczęły się uczyć w ostatnich dziesięciu latach słowackiego pacierza!! (…). O nauce w gimnazjum nie ma co dużo mówić. Odbywała się ona wyłącznie w języku madziarskim, dla mnie zupełnie niezrozumiałym. Musiałem się więc uczyć dwóch języków: słowackiego i madziarskiego. Pierwszego, aby móc porozumieć się z kolegami i obywatelami miasta, drugiego, aby się czegoś w szkole nauczyć. Proces zabijania polskiego sumienia i przekonań, już w dzieciach odbywał się na naszych ziemiach z podziwu godną szybkością i łatwością”10. Jednym z argumentów, uzasadniającym prawie całkowite zanikanie analfabetyzmu w ciągu dwóch pokoleń, był rozwój szkolnictwa elementarnego. Do tego też przyczyniła się ustawa z roku 1868, która brzmiała: „Wszyscy obywatele państwa węgierskiego tworzą w sensie politycznym jeden niepodzielny i jednolity naród węgierski”. Tak więc ustawa nakazywała na obszarze Królestwa Zalitawii posługiwać się językiem węgierskim jako państwowym, natomiast dawała przyzwolenie na używanie innych języków pomocniczych w samorządzie, niższym sądownictwie i szkołach ludowych. Ustawa ta dawała narodom niemadziarskim pewne przywileje. Z jednej strony zwalczała problem analfabetyzmu na terenie Królestwa Węgier, a z drugiej strony z biegiem czasu zmierzała do coraz radykalniejszej madziaryzacji. Uchwała nr XXXVII z roku 1868 regulowała działanie szkolnictwa elementarnego, czyli obejmowała dzieci w wieku od 6do 12 lat, tj. od pierwszej do szóstej klasy. Ustawa pozwalała „właścicielom” szkół, nie tylko państwowym, ale samorządowym w miastach i gminach, kościelnym w parafiach, diecezjach i innym na swobodę w różnych sprawach, a także na nauczanie języka narodowego. Na Górnej Orawie i w Jabłonce językiem tym był słowacki. W roku 1879 obowiązkowo wprowadzono język węgierski. Regulowała to uchwała w paragrafie 18. Najprawdopodobniej wdrożono ten przepis w Jabłonce w roku 1894. W praktyce uczono w języku słowackim, ponieważ po latach przebywania ze słowackimi księżmi, nauczycielami i słowacką inteligencją Orawiacy zatracili świadomość swej polskości 11 . Od roku 1880 w oficjalnych węgierskich statystykach społeczność orawska nie wykazywała charakteru polskiego, a była zaliczana do narodowości słowackiej. Na Orawie powstał więc ruch narodowy tzw. Akcja Góralska, do której należeli: Eugeniusz Stercula, Aleksander Matonog i Ferdynand Machay. W 1910 roku ruch ten doprowadził do pokazania w węgierskim spisie ludności, że na terenie Górnych Węgier mieszkają polscy górale. W wyniku działalności tej polskiej akcji na Orawie w roku 1910 w statystykach węgierskich pojawili się Polacy 12 . W broszurze Cośmy za jedni, szczególnie F. Machay upominał się o to, żeby w szkołach wyznaniowych, gminnych i prywatnych był język polski13. Na Orawie w roku 1880 istniało 107 szkół ludowych (w języku węgierskim „népiskola”), czyli szkół elementarnych. Większość z nich, bo aż 96 była prowadzona przez różne wspólnoty: kościół katolicki, zbory ewangelickie i synagogę. Dwie szkoły były własnością państwa, zaś dziewięć z nich było własnością gmin. Obowiązek troski o szkoły gminne należał do zadań rad poszczególnych gmin. Rady zajmowały się remontem szkoły i zatrudniały nauczycieli. Na Orawie było 135 nauczycieli, z tego prawie 26 procent nie posiadało odpowiedniego wykształcenia, około 15 procent nie znało języka węgierskiego. Nauczyciele otrzymywali bardzo małe wynagrodzenie. Według rozporządzenia ministra w roku 1885 orawski nauczyciel dostawał minimalną stawkę w wysokości 300 forintów, podczas gdy w centrum królestwa średnia wypłata wynosiła 487 forintów.
Dla porównania – dróżnik kolejowy dostawał wypłatę o 100 forintów więcej. Szkoły przy kościele były to tzw. „organistówki”, gdzie przeważnie organista był nauczycielem, a proboszcz pełnił rolę inspektora szkolnego. W Jabłonce szkoła parafialna mieściła się po lewej stronie w odległości 60 metrów od kościoła (dziś nie istnieje ten budynek). Był to w połowie budynek murowany, a w połowie drewniany. W izbie klasowej nad katedrą wisiał krzyż, na ścianie mapa Węgier, w kącie była szafa z pomocami naukowymi w postaci obrazów, tablica alfabetu, liczydła, poza tym nie było żadnych innych pomocy dydaktycznych.
Dzieci orawskie chodziły do szkoły od 6–12 roku życia. Na wsi zajęcia szkolne w roku trwały 8 miesięcy, w mieście nieco dłużej, gdyż było to spowodowane obowiązkami domowymi. Dzieci musiały pomagać rodzicom w ich obowiązkach gospodarskich, dlatego praktycznie szkoła rozpoczynała się 1 października, a zapisy były najpóźniej do 9 września. Zgodnie z programem rok szkolny kończył się 26 czerwca, a w praktyce na orawskich wsiach nawet dużo wcześniej. Ze względu na biedę większość dzieci miała tylko tabliczkę i rysik, niewielu uczniów było stać na książki i zeszyt. Do programów szkolnych był wpisany obowiązek uczestniczenia w świętach narodowych i religijnych.
Na te uroczystości przychodziły dzieci całymi klasami pod opieką nauczyciela. Wtedy też był obowiązek śpiewania narodowego hymnu Królestwa Węgier. W 1895 roku Ferdynand Machay rozpoczął naukę w wyznaniowej jednoklasowej szkole ludowej przy kościele parafialnym Przemienienia Pańskiego w Jabłonce, gdzie uczęszczał przez sześć lat. Nauczycielem był Jabłoński, prawdopodobnie o imieniu Józef. Uczył wszystkich przedmiotów łącznie z religią, a pod koniec roku szkolnego zjawiał się proboszcz parafii i przepytywał, sprawdzając wiedzę uczniów. Egzamin z religii odbywał się tuż przed spowiedzią i Pierwszą Komunią Świętą. Czwartek w programie szkolnym był dniem wolnym od nauki. Przerwa w nauczaniu była przeznaczona dla młodzieży, która ukończyła już szkołę. W tym dniu uczniowie mogli uzupełniać zdobytą wiedzę, jednak niewielu byłych uczniów korzystało z tego przywileju. Pan Jabłoński wiedział od rodziców, że ich syn Ferdynand po ukończeniu szkoły ludowej wybiera się do gimnazjum, dlatego dodatkowo uczył go: języka węgierskiego, historii i geografii.
Ferdynand najlepiej radził sobie z geografią, słabo zapamiętał lekcje z węgierskiego i historii. W pierwszym dniu w szkole ludowej przeżył wstrząs. Zaczął płakać w klasie podczas 16 pierwszej wspólnej modlitwy. Ocenił to zdarzenie z perspektywy lat. W pamiętniku Moja droga do Polski pisze, że przyczyną jego płaczu był wewnętrzny „dramat dziecka”, które nie mogło zrozumieć, dlaczego musiało się w szkole modlić po słowacku, modlitwą nieznaną, a w domu modli się „po naszemu” po orawsku, po polsku 17. Ferdynand zauważył, że w wieku sześciu lat zmienił się w szkole ludowej i „stał się Słowakiem mówiącym po polsku” 18 . W roku 190119 Ferdynand ukończył szkołę ludową i rozpoczął naukę w katolickim gimnazjum na Orawie w Trzcianie (Trstená). Naukę w gimnazjum rozpoczął razem z szesnastoma kolegami z rodzinnej miejscowości i okolic20. Trzciana – to było trzytysięczne miasto powiatowe z dwoma kościołami (jeden parafialny i drugi franciszkański) oraz z budynkami klasztornymi, w których funkcjonowało czteroklasowe niższe gimnazjum. Jak wspominał Ferdynand Machay, w Trzcianie mieszkało osiemdziesiąt procent nieuświadomionych Polaków21 . Wychowawcą pierwszej klasy był prof. Zoltán Vajhó. Uczył kilku przedmiotów w języku węgierskim, nie znał języka słowackiego. Dla Machaya i innych uczniów nauka w szkole była bardzo trudnym zadaniem. Wspominał, że połowa klasy nic nie rozumiała w języku węgierskim, a druga połowa „coś niecoś”. Brak znajomości języka węgierskiego miał olbrzymi wpływ na wyniki nauczania. W związku z tym otrzymywał szkolne świadectwo ze słabymi ocenami. Uczniom wręczano cenzury szkolne trzy razy w roku: na Boże Narodzenie, na Wielkanoc, na koniec roku szkolnego. Na świadectwie na Boże Narodzenie miał bardzo słabe oceny. W wyniku intensywnej pracy dydaktycznej profesora oraz swojej pracowitości i zdolności, Machay poprawił te oceny. Na zakończenie roku otrzymał świadectwo szkolnym z następującymi ocenami: dwie oceny bardzo dobre, a resztę ocen dobrych. Iwan Örveny był dyrektorem w katolickim gimnazjum i z racji tego stanowiska odpowiadał za sprawy organizacyjne szkoły.
Można też przypuszczać, że także za wybór książek do biblioteki gimnazjalnej. Machay stwierdzał, iż w tym księgozbiorze brakowało dobrej i ciekawej lektury szkolnej, oraz że nauczyciele nie potrafili zachęcić do jej szukania i czytania. Według niego, duży wpływ na młodych ludzi ma literatura, która kształtuje ich charakter. W zbiorach biblioteki szkolnej były książki, które deprawowały uczniów. Profesor Gejzy Petrogalli, odpowiedzialny za opiekę nad ich klasą, nie miał z nimi bliskiego kontaktu. Dowiadywał się o niektórych sprawach uczniowskich po zaistniałych incydentach. Machay oceniał po latach, że był to błąd pedagogiczny, który miał negatywny wpływ na uczniów gimnazjum.
Przyszły ksiądz wspominał, że w szkole profesorowie zwracali uwagę na religijną formację uczniów, dlatego wprowadzili zwyczaj codziennego uczęszczania o siódmej rano do franciszkańskiego kościoła na Mszę Świętą – od pierwszego września do pierwszego listopada oraz od pierwszego maja do końca roku szkolnego22 . Pomimo siermiężnych warunków lokalowych, profesorowie „nie najgorzej” przygotowywali do dalszej nauki w wyższym gimnazjum. Machay próbuje też ocenić to z innej perspektywy. Pisze, że lata spędzone w trzciańskim gimnazjum zostały w jego pamięci przede wszystkim jako czas mocnego niszczenia polskiej świadomości. Za niepoprawne wymawianie słów w języku węgierskim wyśmiewano go, przezywając pogardliwie „Polak”.
W pamiętniku zapisał pełne bólu wyznanie: „Przezywano nas takim szyderczym głosem, było w tym tyle pośmiewiska, żem bardzo wstydził się swojej polskości. Ilem to razy gorzko płakał, ze wstydu i gniewu, że nie umiem tych «pańskich języków”.
Z tych początkowych lat nauki szkolnej ks. Ferdynand Machay wyniósł bardzo minimalną wiedzę o swojej ojczyźnie i tożsamości narodowej. Po ukończeniu niższego gimnazjum w Trzcianie pierwszego września 1904 roku rozpoczął naukę w gimnazjum klasycznym w Bratysławie 25, zwanym wówczas w języku węgierskim Preszburgiem. Jest to węgierskie, stare miasto koronacyjne. Decyzja wyboru tego miejsca była spowodowana paroma względami. Niedaleko tego miasta mieszkał i pracował starszy brat Wendelin. Na jego pomoc mógł zawsze liczyć, po drugie w Preszburgu duszpasterzował bliski znajomy brata, przeor bonifratrów, ojciec magister farmacji Albert Karol Klinowski26 . Był z pochodzenia Orawiakiem. Zapewnił Ferdynandowi w klasztorze bonifratrów całodzienne wyżywienie. Ponadto w tym czasie w Preszburgu w Wyższym Seminarium Duchownym studiował jego starszy brat– Karol, mógł więc Ferdynand liczyć na jego duchowe wsparcie28. Ferdynand uczęszczał do wyższego gimnazjum. Dawniej w tym budynku szkolnym był klasztor sióstr klarysek, który uległ kasacji za panowania cesarza Austrii i króla Węgier – Józefa II.
W tej szkole spotkał się z wyższym standardem lokalowym niż w poprzednim niższym gimnazjum. Mimo tych braków poprzednia szkoła dobrze przygotowała go do dużego tempa i poziomu nauczania w Preszburgu. Prawie wszyscy szkolni profesorowie byli sławnymi autorami podręczników, np. ks. dr Uhliarik29 (jednym z nich ks. katecheta prof. Ordinar. dr Eugenius Uhlyárik. Do uczenia się miał bardzo dobre warunki. Pomimo tych dobrych warunków z celującego stał się uczniem przeciętnym. W klasie szóstej miał już oceny dostateczne, ale także kilka ocen bardzo dobrych. Dołączył do grona słabszych uczniów. Po pierwsze tłumaczył się, że przyczyną tej zmiany było zakwaterowanie ze współlokatorami, których zainteresowania życiowe, zawodowe i religijne były przyziemne. To sąsiedztwo wpływało na niego negatywnie. Koledzy ewangelicy stawiali sobie niższe wymagania intelektualne, a to miało również wpływ na jego rozwój umysłowy i kulturalny. Po drugie, słabszym uczniom udzielał korepetycji, aby zapracować na ubranie i przybory szkolne. To pochłaniało czas, który powinien był przeznaczyć na pogłębienie wiedzy.
W siódmej klasie przeziębił się i doszła do tego poważna choroba gardła. Według niego, przyczyną słabego zdrowia był brak odpowiednich butów. Lekarz ze szpitala bonifratrów wyleczył chorego Ferdynanda. Sprezentował F. Machayowi nowe buty. Ferdynand otrzymał świadectwo szkolne z klasy ósmej w roku 1907/8. Ta trudna sytuacja zdrowotna miała wpływ na końcowe świadectwo. Miał pięć ocen dostatecznych: z języka węgierskiego, niemieckiego, historii, fizyki, matematyki. Miał też sześć ocen dobrych: z łaciny, greki, propedeutyki filozofii, gimnastyki, nauki o zdrowiu i z zachowania. Na świadectwie otrzymał także bardzo słabą ocenę z zewnętrznego kształtu pisma. Z religii dostał najwyższą ocenę – „jeles” (wybitny).
Świadectwo z 19 maja 1908 roku kończy się opinią zebranych nauczycieli, dopuszczającą Ferdynanda do egzaminu dojrzałości. Naukę w wyższym gimnazjum w klasie piątej rozpoczynało 71 uczniów, w ostatniej klasie do matury doszło 48 uczniów. Przystępował do egzaminu dojrzałości, przemęczony i chory. Napisał z żalem, że nikt na to nie zwrócił uwagi. Po latach F. Machay stwierdził, że pomimo tych przeszkód „czteroletni pobyt w tym mieście i szkole miał na niego bardzo duży wpływ intelektualny, duchowy i przyczynił się do jego wszechstronnego rozwoju”. Miał świadomość, że wyższe gimnazjum w Preszburgu (Bratysławie) było etapem drogi do kapłaństwa, którą zaczął w Jabłonce. Tam urodził się, na pograniczu narodów, kultur i tradycji, w czasie, gdy węgierskie władze prowadziły bezwzględną politykę wynaradawiania na terenie Królestwa Węgier. Wspominał, że nieraz doświadczył bólu ze względu na swoją polską narodowość. Po czasie zrozumiał, że jednym z celów węgierskiej edukacji było wynarodowienie mieszkańców Orawy.
Prawdopodobnie z dużym sentymentem wspominał lata szkolne oraz kolegów. Wracał pamięcią do swoich mniejszych lub większych sukcesów 19 szkolnych. To, że osiągnął cel swojego kapłańskiego powołania, zawdzięczał przede wszystkim rodzicom, bliskim krewnym oraz wikaremu z Jabłonki ks. Leopoldowi Stano, którego spotkał na swojej życiowej drodze, ale także w znacznym stopniu profesorom z Preszburga. Rodzice zaszczepili w nim wiarę, ponieważ ich „doczesność była przeniknięta wiecznością” . W tej perspektywie zdobywał wiedzę, zaczynając od szkoły ludowej w Jabłonce.
Wyższe gimnazjum w Preszburgu (Bratysławie, obecnie na Słowacji), było ważnym etapem w jego rozwoju intelektualnym i duchowym. W 1958 roku, ks. Machay chciał pojechać do Bratysławy (wówczas w Czechosłowacji) na 50 lecie ukończenia matury. Po latach napisał z żalem w piśmie do swojego krewnego ks. Alojzego Machaya, że komunistyczne władze czechosłowackie zabrały mu najlepsze przeżycia z lat młodzieńczych, ponieważ nie zgodziły się na jego udział w uroczystościach 50 lecia matury w Bratysławie. Ten żal wyraził słowami: „Omnia optima divina terrestria” (Wszystkie najlepsze boskie rzeczy na ziemi).
Seminarium duchowne
Dnia 13 czerwca 1908 roku Ferdynand Machay zdał egzamin maturalny35 i został przyjęty na studia teologiczne do Seminarium Spiskiego, ponieważ Orawa należała do tego biskupstwa36 . Po roku studiów decyzją przełożonych kontynuował naukę w Budapeszcie. Studia ukończył w 1912 roku. Swój wybór kapłańskiej drogi streścił w paru słowach: „Na księdza poszedłem z powołania”37. Wspominał też, że rodzice nigdy go nie zachęcali, aby wybrał powołanie kapłańskie. Według niego, to wikariusz z Jabłonki ks. Leopold Stano miał największy wpływ na tę jego życiową decyzję. Ksiądz L. Stano duszpasterzował w Jabłonce wśród Orawiaków przez parę lat – do roku 1908 roku, czyli w tym czasie, gdy Ferdynand był uczniem gimnazjum38 . Był to czas jego ważnych wyborów życiowych i dojrzewania wrażliwości na piękne ideały. Pisał, że nie tylko on, lecz cała młodzież z Jabłonki podziwiała księdza L. Stano za jego ludzką wrażliwość w różnych wymiarach i piękną postawę kapłańską, za ofiarność, za głębokie kazania. Dla Machaya przebywanie z ks. Leopoldem Stano było „pierwszym wychowaniem duchowym”. Z perspektywy cza su przyznał, że późniejszy pobyt w seminarium pomnożył niewiele to, co w jego umyśle i sercu nagromadzone zostało przez ks. wikariusza Leopolda Stano wraz z inicjatywą powołania . Cichą zachętą było działanie zmarłego krewnego, ks. proboszcza z Orawki, kanonika Kapituły Spiskiej, Jana Machaya. Zostawił on fundację pieniężną, która uczących się krewnych wspomagała finansowo (wypłacał im 60–70 koron rocznie).
Andrzej Machay mógł kształcić swoje dzieci dzięki pomocy fundacji ks. Jana Machaya. Ferdynand wspominał, że ojciec nazywał go stryjem. Jakie było to pokrewieństwo, czy bliższe, czy dalsze, trudno jest określić. Można przypuszczać, że ks. Jan wywodził się z orawskiej rodziny Machayów, a po śmierci Jana Machaya 1866 roku jego fundacja dalej wspomagała kształcenie dzieci pochodzących z orawskiej rodziny Machayów. Ferdynand wspomina z bólem o jeszcze jednym doświadczeniu, które pchnęło go do kapłaństwa. To postawa żony brata Wendelina. Mieszkał on trzydzieści kilometrów od wyższego gimnazjum w Preszburgu, w Modrej, gdzie pracował w szkole wydziałowej jako dyrektor. Ferdynand bywał u nich w dni wolne od nauki. W czasie pobytu przyglądał się drastycznym kłótniom małżeńskim. Chorobliwie zazdrosna żona Wendelina, oskarżała męża, że przez jego postępowanie nie mają dzieci. Po latach Ferdynand napisał, że widział nieszczęśliwą bratową i umęczonego brata. Małżeńskie sceny zazdrości jeszcze bardziej wzmocniły jego decyzję wyboru kapłaństwa i celibatu.
F. Machay został przyjęty na czteroletnie studia teologiczne do Spiskiej Kapituły. W seminarium liczba kleryków wahała się między dwadzieścia, a trzydzieści osób. Na pierwszym roku było trzech kleryków. Wszyscy mieszkali w jednym budynku, gdzie znajdowała się także kaplica, dwie wspólne sypialnie, dwie sale do nauki oraz łazienki bez kanalizacji. Zajęcia seminaryjne trwały od wczesnego rana do wieczora. Dzień kleryka zaczynał się i kończył w kaplicy. Tam ojciec duchowny podawał punkty do medytacji na następny dzień. Klerycy mieli półgodzinne rozmyślanie przed poranną Mszą Świę tą. Po niej o godzinie siódmej, w refektarzu (jadalni), podawano śniadanie i późniejsze posiłki tj. obiad i wieczerzę. Dzień kończył się o godzinie dwudziestej czterdzieści pięć pacierzem wieczornym. Od tej chwili zaczynało się wieczorne milczenie aż do godzin porannych (od godziny dwudziestej pierwszej do siódmej rano).
Klerycy uczestniczyli w budynku seminarium w liturgii nabożeństw. Oprócz tego służyli w biskupiej katedrze do Mszy Świętej. W czasie świąt biskup odprawiał tam uroczystą Mszę. W tej liturgii uczestniczyła większa liczba kleryków. Przełożeni na czele z rektorem i ojcem duchownym czuwali nad formacją intelektualną i duchową. Językiem wykładowym był węgierski. Jak pisał Machay: do seminariów duchownych zakradła się bezwzględna madziaryzacja, klerycy „bogosłowcy” musieli nawet w rozmowach prywatny mówić po węgiersku.
Oprócz tego w Królestwie Węgierskim i w Galicji, od gimnazjum do studiów, przywiązywano dużą wagę do języka łacińskiego. W niektórych szkołach profesorowie z łaciny w tym języku komunikowali się z uczniami w rozmowach prywatnych. Jeszcze w drugiej połowie XIX wieku łacina pozostawała językiem elit. W budapesztańskim seminarium, trzy razy tygodniu przez cały dzień (we: wtorki, czwartki i w soboty), na przerwach między wykładami, w czasie obiadu, a także na przechadzkach profesorowie mówili tylko po łacinie. Tego także przełożeni surowo wymagali od studentów (tzw. colloquia latina).
W seminarium spiskim był również surowy nadzór nad intelektualną formacją kleryków. Przełożeni nie pozwalali klerykom czytać książek w języku narodowym: słowackim lub polskim. Według Ferdynanda Machaya w tej grupie studentów było kilku Polaków, którzy nie przyznawali się do swojej narodowości. W tej sytuacji „znacznie się pogorszył” jego stan świadomości narodowej. W seminarium kleryków wspomagały w rozwoju intelektualnym „kółka samokształcenia”. Studenci pisali referaty i wzajemnie się oceniali. W tej grupie kleryków Ferdynand wyróżniał się zdolnościami i pracowitością.
Po roku nauki w Seminarium Spiskim, biskup i przełożeni posłali go na dalsze studia do Seminarium Centralnego w Budapeszcie. Uczelnia mieściła się w dawnym przedjózefińskim klasztorze ojców paulinów. Słynęła z bardzo wysokiego poziomu nauczania. Kształcili się tam klerycy z całego Królestwa Węgierskiego. W Seminarium Centralnym był jedynym Polakiem. Pobyt w uczelni wykorzystał do jak najlepszego pogłębienia swojej wiedzy. Według Ferdynanda Machaya uczyło się tam 130 kleryków z różnych diecezji katolickich, unickich i rumuńskich.
W seminarium wychowawcami, wpływającymi na rozwój intelektualny i duchowy, byli profesorowie uniwersytetcy (nawet vicerektor – gospodarz seminaryjnego budynku był profesorem). W Archiwum Kapituły Spiskiej znajduje się dokument rękopiśmienniczy z alfabetycznym wykazem księży. W Protocollum. Status personalis Sacerdotum… Ab Anno 1848, Tom II, ab M–Ż (wykaz personalny księży diecezji spiskiej) podana jest data i miejsce urodzenia Ferdynanda oraz język ojczysty. Na pierwszym miejscu od góry wymienione są języki: węgierski, potem słowacki. Poniżej Ferdynanda wypisany jest starszy jego kolega, który ma w tej samej rubryce wypisane trzy języki: węgierski, niemiecki, słowacki. W następnej rubryce formularza akcydensowego wymienione jest, gdzie i jak długo studiował: I–IV kl. Triestienie (Trzcianie), V–VIII kl. w Preszburgu (Bratysławie), Teologia I – anno (w Kapitule Spiskiej), w – IV Budapesti. W ostatniej rubryce wymieniona została data ukończenia studiów: 25 czerwca 1912 roku.
Ten wpis można rozumieć na różne sposoby. Przede wszystkim Ferdynand Machay i inni klerycy podawali przełożonemu informację o językach, którymi posługiwali się w mowie i piśmie. Po drugie: piszący tę księgę mógł tę informację zaczerpnąć ze świadectw, które były składane podczas przyjmowania do Seminarium Spiskiego. Po trzecie: rozwój polskiej świadomości narodowej Ferdynanda Machaya przebiegał stopniowo. Pełne uświadomienie swojego pochodzenia narodowego nastąpiło dopiero na dwa lata przed otrzymaniem święceń kapłańskich, czyli podczas uroczystości grunwaldzkich w roku 19100.
W tych czasach w Królestwie Węgierskim sprawy narodowościowe były tematem bardzo drażliwym. Jeśli kleryk seminarium budapesztańskiego w sposób radykalny postawiłby na pierwszym planie sprawy narodowościowe, byłoby to równoznaczne z jego usunięciem z uczelni. Według przełożonych seminarium taka postawa kleryka zagrażała stabilizacji istniejącego systemu monarchii austro – węgierskiej. Dlatego nie ma się co dziwić, że ten wpis do tej księgi „Protocollum. Status personalis Sacerdotum…Ab Anno 1848, Tom II, ab M–Ż”, nie odzwierciedla, jakie istniały prawdziwe sympatie narodowe wśród kleryków. Ferdynand oceniał Seminarium Spiskie jako prawdziwy „raj”. Bardzo dobrze wpisał się ze swoją osobowością, temperamentem i tożsamością duchowo– ideową w regulamin seminaryjny. Sam napisał: „w seminarium znalazła się moja natura, moje usposobienie i mój temperament (…). Porządek dzienny, punktualność, rozumnie prowadzone praktyki religijne z codziennym, choćby krótkim rozmyślaniem, rachunek sumienia, tygodniową spowiedzią i komunią świętą. W ten dzień seminaryjny wpisane było też osobiste umartwienie.
Pracować nad sobą zaczął w wieku jedenastu lat, w pierwszej klasie gimnazjum. Do wzmożonej samodzielności szczególnie przygotowywał go okres od piątej do ósmej klasy maturalnej. Te wszystkie obowiązki seminaryjne nie były dla niego uciążliwe, lecz pomagały mu w kształtowaniu charakteru, a wewnętrzna praca nad sobą dawała mu poczucie pełnego szczęścia osobistego.
W latach 1774–1776 została zatwierdzona przez cesarzową Marię Teresę Habsburg reforma studiów teologicznych. Tę politykę podporządkowania Kościoła państwu kontynuował Józef II Habsburg. W roku 1783 jego decyzją zostały zamknięte wszystkie seminaria diecezjalne i zakonne. Zostały utworzone seminaria generalne we Wiedniu, Budapeszcie, Lwowie i jeszcze w trzech miejscach cesarstwa oraz pięć seminariów filialnych.
Seminaria podlegały jurysdykcji biskupa diecezjalnego, dekret z dnia 30 marca 1783 roku erygujący nowe seminaria, wyłączył studentów spod jurysdykcji biskupa, po ukończeniu seminarium wracali pod jurysdykcję biskupa. Klerycy z seminariów generalnych mieli studiować na uniwersytecie. Józefińska polityka państwa wobec Kościoła, przez cesarza oficjalnie została zniesiona w roku 1850, mimo to ten sposób myślenia nadal krępował Kościół. Dopiero po roku 1855, gdy Austria podpisała konkordat z Stolicą Apostolską, Kościół odzyskał swobodę wewnętrzną. Odtąd rozwinęły swoją działalność diecezjalne seminaria duchowne i zakonne. Decyzje cesarskie i ustalenia, jakie zapadały we Wiedniu, miały też wpływ na seminaria węgierskie. Cesarz Franciszek Józef I, w dniu 18 lipca 1873 roku, wydał rozporządzenie, w którym zarządził, że klerycy węgierscy i z Siedmiogrodu, którzy studiują w Wiedniu, mają kształcić się w seminariach węgierskich.
Dnia 27 VIII 1788 roku cesarz zreformował plan studiów teologicznych, stały się one bardziej praktyczne, trwały 4 lata. Ostatni rok był przeznaczony na zajęcia praktyczne i wysłuchanie na Wydziale filozoficznym przeznaczonych nauk . Na pierwszym roku studiów uczyli się historii Kościoła ze szczególnym uwzględnieniem patrologii i historii literatury teologicznej. Poznawali języki biblijne (przez miesiąc), potem interpretacji Pisma Świętego. W każdą niedzielę, popołudniu, jedną godzinę, słuchali Pisma Świętego oraz jego wyjaśnienia. Na drugim roku była wykładana teologia polemiczna złączona z dogmatyką oraz teologią moralną. Na trzecim roku seminarium klerycy słuchali wykładów z teologii pastoralnej i z prawa kanonicznego. Na końcu każdego roku akademickiego profesorowie mieli obowiązek wyłożyć historię literatury ze swojej specjalności
Czwarty rok był przeznaczony na praktyki, ze szczególnym naciskiem na teologię pastoralną z praktyką, teologię moralną, katechetykę, pedagogikę oraz homiletykę. Pod okiem misjonarza w parafii głosili rekolekcje, albo w seminaryjnej kaplicy mieli ćwiczenia z katechetyki. Oprócz tego studenci teologii musieli zaznajomić się z rolnictwem, pszczelarstwem, ekonomią i medycyną. Przez cesarza Leopolda II został zreformowany porządek studiów, następna reforma miała miejsce za cesarza Franciszka I i obowiązywała na początku XIX wieku.
W roku 1855 został zawarty Konkordat pomiędzy Austrią i Stolicą Apostolską. Biskupi otrzymali prawo swobodnego decydowania o planie studiów teologicznych zgodnym z zaleceniami ustawodawstwa kościelnego. W roku 1856 biskupi uchwalili, jakie będą obowiązywały przedmioty na poszczególne lata studiów teologicznych. Nowy plan studiów został zatwierdzony dnia 29 marca 1858 roku przez Ministerstwo Wyznań i Oświaty.
Biskupi uchwalili, że na pierwszym roku będą następujące przedmioty: dogmatyka ogólna (czyli teologia fundamentalna), wprowadzenie do studium Pisma Świętego, egzegeza Wulgaty, Starego Testamentu oraz język hebrajski. Studia teologiczne na drugim roku przewidywały: szczegółową dogmatykę, egzegezę Wulgaty, Nowego Testamentu w aspekcie teologii dogmatycznej oraz egzegezę z tekstu greckiego. Na trzeci rok studiów była przewidziana: historia Kościoła w pod kątem historii dogmatów i jego ustroju. Na trzeci rok przewidziano też wykłady z teologii moralnej z większym zwróceniem uwagi na posługę spowiednika w sakramencie pokuty.
Na czwartym roku miały obowiązywać przedmioty: prawo kanoniczne, teologia pastoralna (hodogetyka), liturgia, katechetyka, pedagogika, wymowa kościelna. Do przedmiotów nadobowiązkowych należały: teologia scholastyczna, komentowanie Sumy teologicznej św. Tomasza, synodologia oraz egzegeza wyższa Starego i Nowego Testamentu, patrologia. Historia objawienia była w ramach studium biblijnego Wulgaty Starego Testamentu.
W ramach teologii dogmatycznej, profesorowie mieli nauczyć studentów archeologii, historii dogmatów i synodologii. Na wykładzie z dogmatyki były przewidziane wprowadzenia wyjaśniające pojęcia z filozofii scholastycznej, które były konieczne w zrozumieniu teologii spekulatywnej. Przepisy cesarskie przewidywały, że kleryk, który będzie starał się o doktorat, oprócz ukończenia studiów z wynikiem dobrym musi dodatkowo zdać cztery ścisłe egzaminy zwane „rygorozami”. Egzaminy te w swoim zakresie miały cztery grupy dyscyplin teologicznych: studium biblijne Starego i Nowego Testamentu oraz języki wschodnie; teologię dogmatyczną, teologię moralną i pastoralną, historię Kościoła oraz prawo kanoniczne. Kolejność zdawania był dowolna.
Pod koniec XIX wieku Ministerstwo Wyznań i Oświaty podczas „rygororum” ze studium biblijnego zostały wycofane egzaminy z języków orientalnych. Warunkiem przystąpienia do egzaminu ścisłego ze studium biblijnego było wysłuchanie, przynajmniej przez pierwsze półrocze i zdanie z dobrym wynikiem wykładów z języków: syryjsko-chaldejskiego i arabskiego oraz wyższej egzegezy ze Starego i Nowego Testamentu (z tekstu oryginalnego). Doktorant zdawał w języku łacińskim, wyjątkiem była teologia pastoralna w Wiedniu zdawana po niemiecku. Na początku XX wieku była mała nowelizacja egzaminów. W składzie ustnych egzaminów ze ścisłych przedmiotów, w języku łacińskim, była zawsze dogmatyka, w zakresie ogólnym i szczegółowym, wraz z apologetyką.
Z napisanej przez studenta dysertacji, komisja nie domagała się zdania rygoryzmów z przedmiotów, z których rozprawa była napisana. Egzamin był w języku łacińskim, w wyjątkowych wypadkach komisja egzaminacyjna mogła pozwolić na używanie innego języka na egzaminie i w pisaniu pracy naukowej. Biblioteka naukowa Seminarium Centralnego (Seminarium Generale Cleri Regni Hungarie Budapestini) była bogato wyposażona, posiadała zbiory książek z różnych dziedzin teologicznych. Od kleryków wymagano zapoznania się z różnymi wydawnictwami węgierskimi, nawet z czasopismami skierowanymi przeciw Kościołowi i antyreligijnymi. Każdy musiał zapoznać się z tymi czasopismami (były skompletowane w teczkach, które klerycy podawali sobie nawzajem). Na terenie seminarium oprócz wykładów była tzw. „Szkoła Madziarska”, czyli jedno z kół samokształceniowych. Do nich należeli wszyscy klerycy tam studiujący (używano wyłącznie języka węgierskiego). W tych „kołach”, byli podzieleni według swoich zainteresowań.
Ferdynand zapisał się do sekcji społecznej. Członkami tych sekcji byli między innymi: Węgrzy, Niemcy, Słowacy, klerycy pochodzący z różnych diecezji. Słowacy z diecezji: nitrańskiej, ostrzychomskiej, bańsko-bystrzyckiej, koszyckiej i piskiej oraz Rusini z obu diecezji. Tam nie tworzyli oddzielnych grup narodowościowych i prawie wszyscy klerycy zostali zmadziaryzowani. Przeciwnego poglądu byli Rumuni i Kroaci, którzy nie ukrywali swojej niechęci do Węgrów. Machay, jak pisał, był w terenie seminarium jedynym Polakiem.
Za czasów studenckich Ferdynanda Machaya w Budapeszcie Wydział Teologiczny cieszył się dużą sławą. Machay po latach wymieniał znanych profesorów Uniwersytetu, którzy zapisali się w jego pamięci: profesor Nowego Testamentu dr Stefana Szekelý, który stosował hermeneutyczną metodę badania tekstu62, czy pastoralistę63 z zakonu cysterskiego ojca dr Akosa Mihalyfiego. Tam w ciągu dwóch lat uczył się różnych języków: chaldejskiego, syryjskiego, arabskiego. Tych języków bliskowschodnich uczono wszędzie na wszystkich wydziałach teologicznych. Ferdynand Machay wspominał też bardzo wymagającego ks. dr [Michael?] Kmoskó z Nitry, który uczył języka hebrajskiego. Jak pisał: język ten na uniwersytecie budapesztańskim był dla niego „największym utrapieniem”.
Przełożeni seminarium duży akcent kładli na wychowanie duchowe. Ojcem duchownym był późniejszy biskup diecezji Vác, ks. dr Stefan Hanauer. Przygotowywał rozmyślania dla kleryków w oparciu o Nowy Testament. Spotykał się z każdym klerykiem i prowadził z nim długie rozmowy. Do wybitnych profesorów seminaryjnych należał ks. dogmatyk, który dzielił wykład na teoretyczny, a na koniec zajęć z dogmatyki wyciągał bardzo praktyczne wnioski: „W najtrudniejszych przeżyciach, gdy ci się będzie zdawało, że wszystko stracone, nie trać głowy”.
W seminarium nie tylko nauczano kleryków, jak pogłębiać wiedzę, lecz także przełożeni dbali o wypoczynek duchowy i fizyczny. Klerycy wyruszali po dwóch lub trzech trzy razy w tygodniu na dłuższe przechadzki po alejach naddunajskich, a także trzy razy w roku na dłuższe wycieczki. Żywili się w restauracji, według zwyczajów południowych popijali posiłki winem albo piwem. Tam była możliwość posłuchania muzyki i wspólnego pośpiewania. Czas powrotu do seminarium przypadał na godzinę 18.45. Przełożeni czuwali, aby klerycy zachowywali się godnie i wrócili na czas. Brak zdyscyplinowania mógł spowodować wydalenie z seminarium. Ksiądz Machay, nie przypominał sobie przypadku takiego wydarzenia.
Kleryków przygotowywano też, bo po święceniach kapłańskich na terenie swojej diecezji, w której będą pracowali, otrzymają różne zadania duszpasterskie. Będzie to wymagało licznych przenosin do różnych parafii. Przełożeni seminaryjni uczyli więc ich, jak robić dobrze paczki. Uroczystości seminaryjne miały godną oprawę naukową i artystyczną. Klerycy tworzyli chór na bardzo wysokim poziomie, w razie potrzeby zasilano go śpiewakami operowymi. Jak pisał F. Machay: „człowiek kończył jedno zajęcie, by zaraz rozpocząć drugie. A wszystko to tak zgrane, dążące do udoskonalenia umysłów i serca, do wykształcenia zdrowego sumienia (…)” .
Nad tym wszystkim czuwali przełożeni. Taki był regulamin seminaryjny, że klerycy z młodszych roczników roznosili na jadalni posiłki. Klerycy z czwartego roku studiów teologicznych byli zwolnieni z tej posługi. Przełożeni pozwalali młodszym klerykom zastępować trzeci rocznik studentów teologii w posłudze na jadalni. Z tego korzystał Ferdynand, bo pisał we wspomnieniach: „Przez cały rok byłem w ruchu na jadalni”. W seminarium budapesztańskim służba dla innych w posłudze na jadalni, dawała mu dużo radości. Ksiądz F. Machay, podsumował czas seminaryjny, że życie kleryckie w Budapeszcie było bogate w wydarzenia, ale nie dawało mu tyle radości jak pobyt w Spiskim Seminarium.