Spalili bacę na stosie.
Nocą ułożyli stos pod lasem. Przynieśli bacę i położyli na stosie. Iskry buchnęły w niebo a oni stali w milczeniu, gdy stos dogasł rozeszli się do domów.
Łapsze Niżne i Rzepiska leżą na Spiszu, do 1918 roku były pod panowaniem Królestwa Węgier. Dwa kilometry na zachód, za rzeką Białka było już galicyjskie Podhale.
We wrześniu 1912 roku spalono na stosie bacę Józefa Pitoniaka.
O sprawie pisały zarówno gazety galicyjskie jak w Królestwie Polskim.
Historię tą oraz wiele innych opisał Antoni Kroh (posłuchaj na Youtube rozmowy z autorem) w książce Sklep potrzeb kulturalnych po remoncie, polecam osobom które zainteresowane są Podhalem, rzecz napisana ze swadą z licznymi anegdotami.
Zamieszczamy artykuł opublikowany w Gazecie Podhalańskiej . Nowy Targ 23 marca 1913 r. Rok I nr 13.
Spalenie bacy na stosie.
Lewocza na Spiżu 1913 r. Przed sądem w Lewoczy na Spiżu stanęło dnia 27 lutego 1913 r. kilkudziesięciu gazdów z okolic Łaps niżnych i Rzepisk pod zarzutem wprost nieprawdopodobnym, niesłychanym w czasach dzisiejszych.
Sprawa przedstawia się w sposób następujący. W początkach sierpnia 1912 r. zmarł we wsi Łapsy niżne liczący około 50 lat Józef Pitoniak. Był to baca z baców, bacostwo przechodziło w rodzinie Pitoniaków z ojca na syna od wielu, wielu lat. Dnia 6 sierpnia poszedł Pitoniak wczesnym rankiem do karczmy. Co tam pił i ile wypił, niewiadomo. Koło godziny 9 rano wrócił do domu. Niedługo potem przebiegła po wsi wieść lotem błyskawicy, że Pitoniak zmarł nagle. Czy to była śmierć naturalna, czy samobójstwo, nie wchodzimy w to, dość, że śmierć Pitoniaka wywołała we wsi i w okolicy ogromne wrażenie. Zmarłemu bacy sprawiono pogrzeb kościelny.
W tym samym jednak dniu, niedługo po pogrzebie, nadciągnęła nad okoliczne wsie szalona burza z gwałtownymi grzmotami i błyskawicami. Pioruny biły za piorunami. We wsi Matyszowcach pioruny zabiły trzech ludzi. Spadła niepamiętna ulewa. Tego samego dnia popołudniu ktoś dał znać miejscowemu księdzu proboszczowi, że z grobu, w którym został pochowany baca, dobywają się jakieś jęki, że grób niespokojny, coś się w nim rusza i „bantuje“. Ksiądz proboszcz udał się na cmentarz wraz z grabarzem, kazał grób rozkopać, nie znalazłszy jednak nic niezwykłego ani niepokojącego, kazał ponownie grób zasypać.
Tymczasem jednak wieść o niespokojnym grobie bacy rozeszła się już po okolicznych wsiach. Szeptano sobie niezwykłe rzeczy o bacy. Postać jego urastała w opowieściach do potęgi jakiegoś tajemniczego zła. Przypomnieli sobie ludzie, że baca leczył chorych, zamawiał i odmawiał „złe”, umiał zaczynić, że guślarzem był. Rozeszła się też wieść, że wdowa pozostała po nim włożyła mu do trumny dużo chleba.
Ulewa szalała zaś po prostu nad ową okolicą całymi tygodniami tak samo zresztą, jak i u nas, na Podhalu. Klęskę tę zaczęli przypisywać ludzie zmarłemu bacy-guślarzowi. Powiadali, że chleb włożony do trumny moknie i psuje się, że to grzech, że Bóg za to karze całą okolicę. Śmierć od pioruna — powiadali — ściągnął w Matyaszowcach na trzy osoby nie kto inny, jeno ten niespokojny i tajemniczy baca-trup. W polu nie było można nic robić. Zboża, zwalone i ścięte do cna ulewą, gniły już. Niepamiętna klęska wisiała nad wsiami spiskimi.
Uradzili tedy gazdowie i parobcy z Rzepisk i kilku innych wsi, aby grób otworzyć, trupa wyjąć i spalić. Do wydobycia trupa zabierali się podobno kilka razy, zabrakło im jednak odwagi. Jak słychać, nakłaniali nawet do udziału w tym przedsięwzięciu gazdów z paru pogranicznych wsi podhalańskich. Trwało tak do drugiej połowy września 1912 r. Koło dnia 20 września 1912 r., gdy ulewy nie ustawały, postanowili plan swój przeprowadzić. Była ciemna, ponura noc przedjesienna. Deszcz ciął bez przerwy. Zmówieni gazdowie z kilku wsi ułożyli ogromny stos drzewa pod lasem, a potem, jak błędne duchy, powoli i ostrożnie sunęli przez mrok ulewnej nocy na cmentarz. Otworzyli grób, trupa bacy szybko wydobyli i unieśli go pod las.
Powiadają, że przy trupie znaleźli stułę kościelną i jakiś pasek dewocyjny. Stułą tą i tym paskiem miał baca za życia odpędzać złe od owiec, zażegnywać i zaczyniać. Bacę ułożono na stosie drzewa. Buchnął wnet jeden i drugi płomyk, rozległ się trzask smolnych konarów. Powoli ogień rozpalał się, aż przemienił się w słup płomieni, buchających wysoko w górę. Dokoła ognia panowała uroczysta cisza. Palił się baca, palił się ten, który zdaniem gazdów sprowadził klęski na wsie okoliczne: burze i ulewy, niszczące wszelki plon w polu.
Gdy ogień dogasał, gazdowie rozeszli się do domów. Spadł im kamień z serca. Myśleli, że spalili już wraże zło, co im sen od tygodni odbierało. Na drugi dzień — dziwnym zbiegiem okoliczności — wyjrzało z poza chmur słonko. Uśmiechnęła się cudna ziemia spiska, uśmiechnęli się i jej gazdowie. Uważali ten dzień pogodny za wyraźny znak Boga, że dobrze zrobili.
O spaleniu zwłok bacy rozeszła się jednak wieść po okolicy i dotarła do uszu władz. Zacięły się badania i śledztwa. W pierwszej chwili złożono winę na „Poloków z Galicji“. Wtedy żandarm węgierski powiedział, że w takim razie Polacy w Galicji będą mieli ładną pogodę, a na Spiżu nie.
— Dyć ta i my przy tym poleniu byli — odezwał się któryś z przesłuchiwanych. Gdy przyznał się jeden, przyznali się i inni. Do odpowiedzialności pociągnięto około 50 ludzi. I oto dnia 27 lutego 1913 r. odbyła się w Lewoczy na Spiżu rozprawa sądowa. Ośmiu ludzi dostało po 1 miesiącu aresztu i po 100 koron grzywny (dwóch z Łaps niżnych, a sześciu z Rzepisk), piętnastu po 3 dni aresztu i po 60 koron grzywny, piętnastu po 1 dniu aresztu i 20 koron grzywny, dziesięciu uwolniono. Tak skończyła się smutna ta sprawa. Powstała ona nie ze złej woli, ale z ciemnoty, z braku oświecenia. Lud na Spiżu jest dobry, gospodarny i zapobiegliwy. Jednakże i dobry człowiek może zejść na drogi kręte, gdy umysł jego karmi się bajdami ciemnego otoczenia. Światło trza nieść na Spiż, Polacy…
opracował: Marek Mozołowski
Nie jest to wydarzanie odosobnione, choć mocno przesunięte w czasie. O podobnych wierzeniach przeczytaj w artykule: „Magia posthuma”. Śmierć, wiara i egzekucje umarłych na Śląsku i Morawach.

Pingback: „Magia posthuma”. Śmierć, wiara i egzekucje umarłych na Śląsku i Morawach. - xc.info.pl