CiekawostkiHistoria

Tallsackmarkt – dawny jarmark w Niedzielę Palmową w Cieplicach.

Z cesarskiej łaski – na wieczne czasy

Początki jarmarku sięgają roku 1687, kiedy to cesarz Leopold I Habsburg nadał hrabiemu Johannowi Antonowi Schaffgotschowi prawo do odbywania corocznego targu w Palmową Niedzielę. W przywileju zapisano:

…zezwalamy i niniejszym zatwierdzamy, aby w Warmbrunn, w dzień Niedzieli Palmowej, odbywał się doroczny jarmark na wolnym powietrzu, dla kupna i sprzedaży towarów wszelkiego rodzaju, ku pożytkowi pospólstwa i ku ozdobie ziem naszej śląskiej”.

Tak oto Cieplice otrzymały przywilej, który przez ponad dwa stulecia wprowadzał w życie rytm wiosny i Świąt Wielkanocnych.


Niedziela Palmowa – dzień jarmarku i radości

Dla miejscowej ludności Palmowa Niedziela była czymś więcej niż tylko początkiem Wielkiego Tygodnia. Była dniem świątecznym, który miał własne obyczaje, zapachy i barwy. Gospodynie zjeżdżały do miasta furmankami jeszcze przed świtem, by nabyć świąteczne towary: cebulę, chrzan, bakalie, suszone owoce, świeczki, wosk, len i tkaniny. Mężczyźni kupowali płótna, narzędzia, wiadra, skórzane pasy, czasem – flaszkę miodu pitnego.

Szczególną rolę odgrywały tallsacki – barwne, ręcznie szyte worki płócienne, do których zbierano pokarmy na Wielkanoc. Od nich właśnie wziął nazwę cały jarmark.


Z całych Karkonoszy, aż po budy i szczyty

Na Tallsackmarkt ściągali ludzie z całych Karkonoszy – zarówno z podgórskich wiosek, jak i z położonych wyżej boud karkonoskich, czyli górskich gospodarstw i przysiółków. Przybywali pieszo, konno, saniami, a z czasem także pociągiem. Górale ci nie tylko kupowali, lecz także sprzedawali swoje wyroby: sery, suszone grzyby, wędzone mięsiwa, korzenie lecznicze, miód z leśnych pasiek, drewniane łyżki i zabawki, a niekiedy i płótna domowego wyrobu.

Ich stoiska wyróżniały się surowym wyglądem, ale i naturalnością – dla kuracjuszy z Berlina czy Drezna miały one urok górskiej egzotyki.


Tysiące głów na rynku. Święto wśród tłumów

W szczytowych latach jarmark odwiedzało nawet 30 tysięcy ludzi. Rynek ledwie mieścił tłum – między kramami przeciskały się wozy, muzykanci przygrywali na katarynkach i akordeonach, a dzieci biegały z piernikowymi zajączkami. Pachniało marcepanem, cebulą i świeżo krojonym chrzanem. Kuglarze, dziadowie z lirą korbową i kobiety sprzedające palmowe gałązki – wszystko to tworzyło atmosferę, której nie sposób było doświadczyć gdzie indziej.


Kurort w zachwycie – egzotyka ludowego świata

Dla kuracjuszy przebywających w uzdrowisku Warmbrunn, Tallsackmarkt był wydarzeniem długo wyczekiwanym. W przedwojennych przewodnikach po uzdrowisku jarmark reklamowano jako „barwne widowisko ludowe, pozwalające obcować z rdzenną duszą Karkonoszy”.

Eleganccy goście z Berlina czy Hamburga z zachwytem fotografowali wieśniaczki w czepcach, kupowali chłopskie pierniki i próbowali „bimberków” sprzedawanych pod ladą. W gabinetach kąpielowych i pensjonatach długo potem wspominano zapachy, smaki i harmider Palmowej Niedzieli.


Kiedy jarmark chciał uciec z rynku

W XX wieku jarmark z roku na rok rozrastał się tak bardzo, że władze miejskie postanowiły przenieść go z historycznego rynku na plac przed nowym dworcem kolejowym. Spotkało się to z gwałtownym sprzeciwem mieszkańców.
„Niech rynek nie milknie w Palmową! Niechaj dźwięczą tam głosy sprzedawców i śmiech dzieci, jak drzewiej bywało!” – pisał jeden z mieszkańców w liście do redakcji lokalnej gazety


Śladami palmowej przeszłości

Dziś o jarmarku palmowym w Cieplicach przypominają jedynie fotografie, stare ogłoszenia i wzmianki w pamiętnikach kuracjuszy. Ale ta tradycja – barwna, ludowa i prawdziwie karkonoska – może znów rozbudzić wyobraźnię.

Tallsackmarkt nie był zwykłym targiem. Był otwarciem serca miasta na wiosnę, na święta, na przybyszów z gór i z nizin. I choć dziś rynek milczy w Palmową Niedzielę, echo dawnych jarmarków wciąż unosi się nad Cieplicami – w zapachu pierników, dźwięku katarynki i wspomnieniu płóciennych worków pełnych dobra.