Ciekawostki

Ze starej prasy Kurier Warszawski 31 marca 1913 r.

Ze świata

Wściekłe owce
Ze Starego Bystrego donoszę do Nowej Reformy o niezwykłym zdarzeniu. Oto 1-go bieżącego miesiąca pokąsał tam wściekły pies owcę gospodarza Jakuba Leji. Owca ta wściekła się, a przez styczność z innymi owcami uległo wściekliźnie jeszcze pięć sztuk. Wścieklizna ta u owiec objawia się ogromnym podrażnieniem, skubaniem wełny itd.

Trzydzieści owiec, podejrzanych o wściekliznę, pozostaje pod obserwacją. Psa wściekłego i pięć wściekłych owiec zabito.

Zabobon
We wsi Łapsze Niżne, na Spiszu, zmarł nagle baca Józef Pitoniak. Po jego śmierci zaczęli ludzie opowiadać dziwy, a gdy jednocześnie nastała słota i burze, zaczęli gospodarze przypisywać to złemu duchowi zmarłego bacy. Uradzono tedy wyciągnąć zwłoki z grobu i spalić.

Kilka razy zabierali się do tego, aż wreszcie pewnej nocy ułożyli stos pod lasem, wydobyli trupa i spalili go na stosie. Niebawem dowiedziała się o tym żandarmeria, wdrożono śledztwo i 50 oskarżonych stanęło przed sądem w Lewoczy, na Spiszu. Z tej liczby 8 skazano na miesiąc aresztu i po 100 koron grzywny, 15 na trzy dni aresztu i 60 koron grzywny, 15 na dzień aresztu i 20 koron, resztę zaś uwolniono.

„Na Saksy”
Po świętach zwiększył się ogromnie ruch wychodźców z Galicji do Prus. Przez Kraków przejeżdża dziennie po 10 000 robotników pociągami specjalnymi ze wszystkich stron Galicji.

W tym roku emigranci wyjeżdżają także do Czech. Dotychczas wyjechało tam 8–10 000 robotników. Na stacji krakowskiej panuje przez cały dzień olbrzymi ruch, poczekalnie i dworzec zapełnione są stale emigrantami.

Kurier Warszawski 2 kwietnia marca 1913 r

W Mazowieckim.

Echa kradzieży kawioru. Aresztowani w sobotę ubiegłą w jednym ze sklepów kolonialno-spożywczych w halach miejskich dwaj Ormianie, w chwili, kiedy chcieli sprzedać 50 pudów cudzego kawioru, pochodzącego z Rostowa nad Donem. Jeden z nich w pierwszej chwili podał się za Machmuda Umakajewa, drugi — za Stefana Nabokowa.

Podczas rewizji znaleziono przy nich rewolwer, frachty kolejowe, bilety pociągowe, ołówki, stemple chemiczne i t.d., słowem wszystkie przyrządy potrzebne do podrabiania frachtów kolejowych. Badani w wydziale śledczym przyznali się do sfałszowania frachtów na cudzy kawior. Stefan Nabokow podał swoje prawdziwe nazwisko jako Jan Chromota; jest on złodziejem pobytowym, służył na jednej z kolei w Rosji, karany był kilkakrotnie za różne oszustwa kolejowe, obznajomiony jest dobrze z manipulacją wysyłania towarów z fałszywymi frachtami.

Machmud Umakajew zaprzeczył temu nazwisku i przyznał, iż nazywa się Machmud Macyjew. Frachty podrobił Chromota. Kawior należał do firmy Szelechowa, któremu wczoraj go zwrócono.

Kurier Warszawski 2 kwietnia marca 1913 r

Wymuszenie

Zamieszkały w domu nr 7 na Walicowie kupiec Daniel Fajnfenkoper, przechodząc ul. Ptasią przed domem nr 1, spotkał czterech współwyznawców, którzy zaprosili go w pewnym interesie do restauracji w domu nr 10 przy ul. Skórzanej. Tam przyłączyło się do nich jeszcze trzech Żydów, którzy, zasiedliwszy w osobnym pokoju, zażądali od Fajnfenkopera 500 rubli, grożąc mu w przeciwnym razie śmiercią.

Zaskoczony w ten sposób Fajnfenkoper, nie mając przy sobie pieniędzy, przyrzekł nieznajomym, iż nazajutrz przyniesie żądaną sumę do restauracji „Metropol” przy ul. Próżnej, na co tamci się zgodzili.

Nazajutrz w umówionym czasie zjawił się w „Metropolu” Fajnfenkoper w towarzystwie agentów policji, którzy aresztowali sześciu oczekujących na pieniądze Żydów. Aresztowani to: Lejba Goldfinger, pozostający pod dozorem policyjnym w Warszawie, Dawid Graff, Tobjasz Landau, były pobytowy z powiatu ciechanowskiego, Szląma Minzner, były pobytowy z powiatu płońskiego, Maciej Ćwibelus, pozostający pod nadzorem policji w powiecie mińsko-mazowieckim.

Kurier Warszawski, 2 kwietnia 1913 r.

Petersburg, 1 kwietnia. (Tel. wł. K. W.)

W sprawie członka rady miejskiej Romanowa, oskarżonego o łapownictwo, wyjaśniono, że firma „Batignolle”, która ubiegała się o budowę mostu na Ochcie, wyznaczyła na przekupienie prasy 150 000 rubli, a prezydentowi miasta przyrzekła wyjednać order „Legii Honorowej”.
Jak wiadomo, przy budowie mostu tego utrzymało się warszawskie Towarzystwo Akcyjne Rudzki i Spółka.

KURJER WARSZAWSKI — Dnia 2 kwietnia 1913 r. Nr. 90

Bandytyzm na Chelmszczyźnie. (Z wrażeń i wywiadów umyślnego delegata Kurjera warszawskiego.)

Dojeżdżając do Świdnik, gdzie rozegrała się kulminacyjna scena bandytyzmu na Chelmszczyźnie, zamieniając cichy, miły i przestronny pałac tamtejszy w widownię wstrząsającej duszę i serce każdego, najobojętniejszego nawet na ludzkie cierpienia, piekielnej krwawej fantastycznej tragedii, niby wyjętej z rozdziału sensacyjnego romansu kryminalnego — ujrzałem zaprawdę rzadki i bodaj, czy dwa razy w życiu zobaczyć się dający obrazek.

Oto na drodze, ku wsi i folwarkowi wiodącej, ponad którą czarnymi ramionami krzyżów góruje cmentarzyk wiejski, stał zwykły wóz dworski, a w jego deskach, na barłogu rozrzuconej słomy widniała z zaledwie zbebłowanych tarcie sklecona trumna, szara, prosta, nawet bez wymalowanego na niej znaku Zbawienia. Wóz, zabłocony okropnie do połowy kół, ze sterczącym na przedzie gołym dyszlem, porzucony na tej drodze, wyglądał nie tylko bardzo niezwykle, ale i niesłychanie ponuro. Ciężki to jakiś musi być nieboszczyk, nastręczała się pierwsza refleksja, jeżeli go tak na środku drogi porzucono. A choć naokoło żadne nie biły mu dzwony, stado wron, zwabione zalatującym trupim zapachem, krakało przeraźliwie, przelatując z pola na cmentarz.

Cóż za nastrojowy temat do ponurego, a tak wiele mówić mogącego obrazu!

Towarzysz mój, którego prosiłem o wytłumaczenie dziwnej i nigdy niespodziewanej na drodze przeszkody:

— To zwłoki Stanisława Rycaja — objaśnił — którego ani nikt tu pochować, ani nikt na ziemię, nawet niepoświęconą, dopuścić tu nie chce. Lud, oburzony do żywego ohydnym zamordowaniem ś.p. Jana Węgleńskiego przez Rycaja i jego zwierzęco rozjuszonego, a bezlitośnie mściwego adiutanta „Czarnego”, jak zbiegł się do dworu w Świdnikach, z czym kto miał pod ręką, żeby ratować napadniętych państwa, tak i murem stanął na wszystkich cmentarzach okolicznych obu wyznań i nie tylko na cmentarzach, bo nawet na wygonach, wszędzie, gdzie tylko władza gminna usiłowała znaleźć kilka łokci ziemi dla opuszczenia w jego łono poćwiartowanych sekcją zwłok herszta zbójów chełmskich, aby go do tej matki przytulnej choćby gwałtem nie dopuścić.

— Nie chcema mieć takiego zbója na gruntach naszych! — i nic z gromadą zrobić nie było można…

Dopiero po 12-dniowym takiem pokutowaniu na wietrze i deszczu porzuconej trumny Rycajowej, władza powiatowa z rozkazu gubernatora przysłała secinę dragonów i pod osłoną ich szabel urząd gminny pogrzebał Rycaja pod murem cmentarnym osady Grabowiec, gdzie wkrótce i ślad mogiły zbójeckiej się zatrze…

Samorzutny to, a niepozbawiony subtelniejszych uczuć, ten gest chłopski, nie dający zaznać spokoju grobowego przywódcy krwawych wyznawców gwałtu i rabunku…

A pomimo takiego wymownego wyrazu oburzenia na zbrodniarzy, zdołali oni tak sterroryzować i omatać siecią jakiegoś zabobonnego wprost strachu i grozy całą ludność kilkunastu wiosek i osad okolicy, w której grasowali i — jak twierdzą stosunków świadomi — dotychczas ukrywają się bezpiecznie, że jeden mówi drugiemu, mówi i powtarza na ucho, gdzie Rycaj, Stępniak et consortes jedli, pili, spali, chodzili, ale pociągnięty do zeznań protokólnych każdy wykręci się sianem pod jakimkolwiek pretekstem i nic konkretnego przyznać nie chce.

I oto rozwiązana tajemnica ukrywania się łotrów, przed którymi drżą w lęku nerwowym całe cztery powiaty, nigdy nie wiedząc, gdzie, kiedy i w jakiej porze skoordynowani rabusie ukazać się, wpaść i kogo obrabować zechcą. Zależy to bowiem wyłącznie od ich fantazji tylko i dobrych informacji, jakimi w danej chwili co do upatrzonego dworu lub napotkanych przejezdnych rozporządzają, tj. co i ile ewentualnie pod groźbą wymusić im się uda…

Lasy okoliczne, których w tych stronach kraju jest jeszcze znacznie więcej niż w innych, dają bandytom zaciszne i bezpieczne schronisko. Na leśniczówkach i u gajowych czują się oni jak u siebie i rozporządzają się, niby we własnym domu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *