Historia

Wielkanocna zbrodnia w Górach Izerskich w 1947 roku.

Banda czeskich chłopaków zabiła w wielkanocny poniedziałek 1946 roku dwie Niemki.
Morderstwo Ilse i Doris Jesenských wstrząsnęło Frydlanckiem
.

Pomniki dawnych tragedii znajdziemy na całym obszarze Gór Izerskich. Czasami przypominają ofiary wojny, wypadków lub zbrodni.
Czasami pojawia się pomnik, który się wyróżnia – tak jak w przypadku Wielkanocnej masakry, kiedy grupa czeskich chłopców, z których najmłodszy miał zaledwie jedenaście lat, wyruszyła z bronią w ręku „na Niemców”.

Co było powodem? Chłopięca głupota? Nienawiść, która przeszła z czeskich rodziców na synów? A może pragnienie przygody? Tego już nikt się nie dowie.
Piętnastoletnia Ilse i jej osiemnastoletnia kuzynka Doris zostały zamordowane przez 18 letniego Czecha, Zdenka Macha.
Co wydarzyło się 22 kwietnia 1946 roku między miejscowościami Lázně Libverda i Hejnice na w Górach Izerskich.

Co poprzedziło tę tragedię

Hejnice w powiecie Liberec, tu w domu nr 295 mieszka Ernst Jesensky i jego żona Anna – Nimecy Sudeccy. Mają dwie piękne córki, starzą Ilsedore Marie. Według wszystkich dostępnych zeznań ta dziewczyna była niezwykle piękna. Miała długie blond włosy, niebieskie oczy, na swój wiek była bardzo dojrzała, a miejscowi młodzi mężczyźni – Czesi i Niemcy – mogli za nią biegać bez końca.
Druga córka, Ursula, była jeszcze mała, a jej narodziny tak wyczerpały matkę Annę, że u kobiety rozwinęła się gruźlica i zmarła przed końcem wojny.

Śmierć matki i żony całkowicie zdruzgotała rodzinę, ale Ernst starał się jak najbardziej uprzyjemnić życie dziewczynkom, chociaż sam bardzo rozpaczał – i zdawał sobie sprawę, że ich los nie będzie najlepszy.
Wysiedlenia Niemców z pogranicza zaczynały się i było tylko kwestią czasu, kiedy wezwą go do transportu. Piętnastoletnia Ilse w ogóle tego nie dopuszczała do siebie. W poniedziałek wielkanocny 1946 roku wyszła rano by odwiedzić swoją kuzynkę Doris Elfridę Jesenską. Ta mieszkała z rodziną w domu o numerze 279 naprzeciwko klasztoru. Kuzynki bardzo się lubiły i umówiły się, że po obiedzie pójdą na spacer z chłopcami. Ilse już z jednym chodziła – Doris miała ją kryć przed troskliwym ojcem.

Doris i Ilse wymknęły się z domu. Ilse była umówiona ze swoim chłopakiem, Walterem Schildem. Do Waltera dołączył jego przyjaciel, Herald Seidler. Napięta atmosfera nie sprzyjała spacerom niemieckich dzieci, mogło je spotkać wszystko, ale kto by się spodziewał, że za czwórką wyruszy grupa czeskich chłopców, właściwie jeszcze dzieci, z zamiarem zabicia ich wszystkich? Chyba nikt. A jednak.
Ledwo Ilse, Doris, Walter i Herald ruszyli w kierunku schroniska Jizerská chata koło Lázní Libverdy, nie zauważyli, że z okien warsztatu swojego brata obserwuje ich piętnastoletni Zdeněk Mach.

Pięciu chłopaków, którzy spotykali się w pobliskiej stodole i chodzili po okolicy w poszukiwaniu amunicji i nabojów. Mieli też broń. Skąd ją wzięli, nie wiadomo. Prawdopodobnie klasyczny powojenny łup, broń i amunicja walały się wtedy wszędzie. Najstarszym członkiem grupy był osiemnastoletni Vladimír Žižka, który „dowodził” Otomarem Čápem (13), Jindřichem Řehákiem (13), Čestmírem Reisnerem (11) i wspomnianym Zdeňkiem Machem (15).

Tylko sobie trochę postrzelamy!

Ta piątka zebrała się w stodole i oglądała nowe znaleziska, broń i amunicję. W pełni naładowany pistolet miał Žižka, Mach też zdobył broń, ale miał tylko trzy naboje. Najmłodszy Čestmír też machał pistoletem, ale ten był zupełnie bez nabojów. Około czternastej piątka czeskich chłopaków wyruszyła na włóczęgę. Zdeněk Mach opowiadał kolegom: „Widziałem, jak szli ci Niemcy, a z nimi była i ona” – miał na myśli Ilse. Wiedział, że Žižka ma chrapkę na tę ładną Niemkę.

Na razie wygląda to jak całkiem zwyczajna wycieczka grupy chłopaków, w tamtych czasach powszechnie strzelano, odpalano amunicję, robiono niebezpieczne rzeczy. Niestety, na drodze rozbawionej grupy stanęły Doris, Ilse, Walter i Herald. A decyzja „gdzieś sobie postrzelać” nagle zmieniła się na „postrzelać do KOGOŚ”. Kto wie, co działo się w głowach do tej pory względnie normalnych chłopaków, łobuziaków, to tak, ale na pewno nie morderców.

Kiedy Niemcy zniknęli im w jednej z opuszczonych wiejskich budy używanych do składowania wszystkiego, przy polnej drodze wzdłuż lasu. Postanowili wywabić niemiecką młodzież na zewnątrz. Ze starej budy dobiegał iskrzący się dziewczęcy śmiech, radosne głosy, Ilse i Doris prawdopodobnie „przytulały się” tam z chłopcami, a Vladimírowi Žižce coś przeskoczyło w głowie. Prawdopodobnie był zazdrosny o Ilse, rolę mogła odegrać frustracja seksualna młodzieńca, który nie miał sukcesów u dziewcząt.

Faktem jest, że Žižka drżącym głosem rzucił do pozostałych: „A co gdybyśmy ich wystrzelali?” Pozostali zamilkli, ale po chwili Zdeněk Mach szybko dołączył do Žižki. „Mam lepszy pomysł. Zabijemy tych chłopaków i tę brzydką Doris. A na Ilse się po kolei zabawimy.” Ta decyzja, że Ilse zostanie zgwałcona przez całą grupę, została później potwierdzona przez prowadzących śledztwo funkcjonariuszy SNB (czechosłowacka milicja polityczna).

Chłopcy rzucili kamieniem w dach budy. Huk wywabił Niemców na zewnątrz. W tej chwili jakby Czechów opętało jakieś szaleństwo, przeskoczyła iskra, która spowodowała wybuch niezmiernej przemocy i nienawiści. Nawet specjaliści z dziedziny psychiatrii nie wiedzieli później, jak to opisać. Psychoza tłumu? Fanatyzm, którym najstarszy „zaraził” pozostałych? „Hende hóch!” wyśmiewał się z niemieckiej grupy Mach i mierzył do nich z pistoletu, podczas gdy pozostali gorączkowo ich przeszukiwali.

„Gdzie są dziewczyny?” krzyczał do Waltera i Heralda mały Čestmír. Dziewczyny bowiem zobaczyły, że będzie źle i wyszły dziurą w tylnej ścianie budy. Natychmiast jednak je znaleźli i zawlekli do kolegów. Wtedy podobno zupełnie oszalał najmłodszy Čestmír. Zaczął bić je po twarzach, śmiał się, podskakiwał, tłukł je, ciągnął dziewczyny za włosy. „Chciał w swoim młodym wieku zdobyć szacunek” – zgodzili się specjaliści co do naprawdę dziwnego zachowania jedenastoletniego dziecka. Szykanowanie grupy niemieckiej młodzieży nasilało się.

Podżeganie i zachęcanie do dokonania morderstwa stawało się coraz bardziej natarczywe. Žižka i Mach kłócili się, kto kogo zastrzeli. „Każdy jednego” – zdecydował Žižka. „Nie umiesz liczyć? Jest nas pięciu! Dla jednego z nas nie wystarczy!” – słuchali z wytrzeszczonymi oczami kłótni swoich przyszłych katów Niemcy, którzy po prostu nie mogli w to uwierzyć. Nic dziwnego. Przecież wszystkich znali, byli z jednego regionu.
Zdeněk Mach nie chciał już się kłócić, próbował wyrwać w pełni naładowany pistolet Vladimíra Žižki. Podczas szarpaniny o broń padł strzał. Strzał jakby był też detonatorem w głowie Zdenka Macha.

Piętnastoletniego chłopca opanowała furia. Zaczął bez opamiętania strzelać z pistoletu na oślep. Walter, Herald, Ilse i Doris natychmiast upadli na ziemię. Kiedy czescy młodzieńcy zobaczyli dzieło zniszczenia, rozbiegli się po okolicy. Doris Jesenská zginęła od razu, Walter był ciężko ranny, pozostał nieprzytomny, Herald leżał i nie ruszał się – udawał martwego. Ilse dostała kulę, ale przeżyła. Na razie. Ponieważ najgorsze dopiero miało nadejść.

Jak to bywa, ciekawość jest silna i nieszczęsne miejsce zbrodni przyciągało chłopców jak magnes. Stopniowo wracali tam, każdy sam lub w parach. Pierwszy dotarł najmłodszy Čestmír. Oglądał ciała, kiedy za rękę chwyciła go ciężko ranna Ilse. „Proszę cię. Proszę. Pomóż mi. Pomóż mi do domu…” – mówiła jedenastoletniemu chłopcu po czesku. Čestmír Reisner odrzucił rękę dziewczyny, ponieważ zauważył, że brakuje jednego z rannych chłopców.

„Brakuje go! Uciekł! Ten drań… Szybko! Za nim!” – zwoływał resztę grupy. Čáp z Řehákiem ruszyli w pogoń za Heraldem, który pobiegł po pomoc w kierunku Lázní Libverdy. Žižka z kolei „dobił” Waltera, który podnosił się z ziemi – bez litości strzelił chłopcu w kręgosłup.

Walter ponownie upadł na ziemię, a Žižka pobiegł gonić uciekającego Heralda. Kiedy dołączył do swojej grupy, wszyscy drgnęli – rozległ się kolejny strzał, a chwilę potem przybiegł Zdeněk Mach. Był dumny, czerwony na twarzy, uśmiechał się. I pochwalił się: „Ja tam wróciłem. A ONA mnie prosiła, ta… prosiła i płakała, żebym ją zaprowadził do domu!” – wrzeszczał wściekle.

„Mnie też!” – podgrzał atmosferę Čestmír. „No tak, ale ja… Ja to zrobiłem!” – bił się w pierś dumnie Mach. Piętnastoletni czeski chłopak dobił Ilse bez żadnej litości, strzelając  w tył głowy.

Ranny Walter z ostatnich sił doczołgał się do gospodarstwa w Libverdzie, gdzie wezwano dla niego lekarza. Herald dobiegł chwilę później, był w absolutnym szoku. Przerażeni ludzie słuchali wzburzonej niemczyzny i nie mogli w to uwierzyć. O całej niewiarygodnej masakrze poinformowano SNB w Hejnicach, funkcjonariusze szybko przewieźli obu chłopców do szpitala we Frydlandzie. Straszne zadanie przypadło kolejnym funkcjonariuszom – musieli powiadomić Jesenských, że Doris i Ilse nie żyją.

Ludzie z Lázní Libverda i Hejnic stali przed domami i gorączkowo dyskutowali, nikt z nich czegoś takiego nie pamiętał. Kiedy Herald krótko wymienił rozpoznanych morderców, z okna w hejnickiej dzielnicy Skřivánek wyglądała też pani Machová. „Coś się dzieje, idą tu w mundurach…” – zawołała do syna. W tym momencie rozległ się strzał. Zdeněk Mach w swoim pokoju strzelił sobie głowę.
Žižkę został zatrzymany, Reisner, Čáp i Řehák umówili się i wszystko zwalą na samobójcę Macha. „To on, to on to zrobił. Mówiliśmy mu, żeby tego nie robił. Dlatego się zastrzelił! Tchórz!” – mówili gorączkowo psychicznie zaburzeni chłopcy. Niezrozumiała i niepotrzebna śmierć dwóch zupełnie niewinnych dziewcząt wstrząsnęła całym regionem, a atmosfera była więcej niż napięta.

Zakrwawiona sukienka i płaszcz martwej córki…

A powojenna atmosfera też była napięta. Miejscowe władze słusznie obawiały się zamieszek, które mogły wybuchnąć w każdej chwili, wystarczyło niewiele. Rodzice oskarżonych czeskich chłopców kłócili się w gospodzie z Czechami i Niemcami, Ernst Jesenský chodził jak cień, pukał do wszystkich możliwych drzwi i domagał się sprawiedliwości. Pogrzeb obu dziewcząt musiał odbyć się jak najszybciej, aby nie stał się manifestacją Niemców przeciwko Czechom – lub też odwrotnie.
Nikt nie wiedział, co się stanie, dlatego Ilse i Doris w pośpiechu spoczęły tylko w obecności najbliższych we wspólnym grobie na hejnickim cmentarzu.

Ernst Jesenský z rodziną został deportowany.
Już osiem dni po pogrzebie otrzymali nakaz wysiedlenia. Majątek musieli zostawić na miejscu, każda osobę mogła zabrać jedną walizkę o wadze trzydziestu kilogramów. „Szóstego maja o wpół do szóstej rano Ernst ze swoją córką Ursulą i swoimi rodzicami czekał w Hejnicach na stacji kolejowej, gdzie urzędnikom MNV oddał klucze od swojego własnego domu. Po przeszukaniu zostali wpędzeni do jednego z wagonów towarowych w podstawionym pociągu. Najpierw pociąg przewiózł ich do obozu zbiorczego we Frydlandzie. Ponieważ jednak nie było tam już miejsca, zostali przewiezieni do obozu w Novým Městě pod Smrkem”.

W obozie Jesenscy przebywali siedem tygodni, po czym zostali wywiezieni do Niemiec. Podczas tej podróży wszyscy członkowie rodziny byli wielokrotnie rewidowani i kontrolowani – Ernstowi zabrano płaszcz Ilse i zakrwawioną sukienkę, którą miała na sobie w chwili śmierci. Jedyna pamiątka po zmarłej córce, którą zabrał ze sobą zrozpaczony ojciec, zniknęła. I zniknęła też sprawiedliwość. Z pewnością wszyscy mają nadzieję, że ktoś z tej zuchwałej grupy doczekał się odpowiedniej kary!

Chyba jedyną odpowiednią karę wymierzył sobie sam Zdeněk Mach. Sąd jako sprawcę morderstw wskazał Macha, Žižka dostał rok w zawieszeniu za ograniczenie wolności, a trzech pozostałych chłopców trafiło do zakładu poprawczego.

Nad Wielkanocną masakrą z Frydlancka zapadła cisza. Zapomniana tragedia z lat powojennych pozostała jednak w zbiorowej pamięci całego regionu. W 2023 roku w miejscu morderstwa kuzynek Ilse i Doris odsłonięto pomnik, który przypomina to straszne wydarzenie.

Pomník Jesenských
Pomník Jesenských żródło: Mapy.cz.

Miejsce na mapie.cz


autor Marek Mozołowski


Na podstawie
Petra Pavlíčková z podziękowaniem dla Josefa Adámka https://medium.seznam.cz/clanek/petra-pavlickova-velikonocni-vrazda-ilse-a-doris-otrasla-frydlantskem-cesky-kluk-zastrelil-roku-1946-dve-mlade-nemky-140532?timeline–pageItem=140832

Jeden komentarz do “Wielkanocna zbrodnia w Górach Izerskich w 1947 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *