Historia

Zerwanie tamy – tragedia na Białej Desnej 1916 r.

Katastrofa, która przyszła nagle

Biała Desná w Górach Izerskich, 18 września 1916 roku. Godzina 16:45.
Zaledwie dziesięć miesięcy po oficjalnym zakończeniu budowy nowoczesnej zapory wodnej w Górach Izerskich, w dolinie rozległ się ogłuszający łomot Monumentalna konstrukcja, dumne dzieło inżynierii, runęła z hukiem, uwalniając żywioł, który zamienił spokojną górską miejscowość w piekło.


Zaczęło się od tragicznej powodzi 23–24 lipca 1897 roku w Karkonoszach i Górach Izerskich

W XIX wieku przedgórze Gór Izerskich nękały częste powodzie. Powtarzające się zalania miały miejsce w latach 1846, 1850, 1858, 1860, 1875, 1888, 1890, 1897 i 1899, przy czym ta z lipca 1897 była najgorsza.
W nocy z 23 na 24 lipca 1897 roku nad Karkonosze i Góry Izerskie nadciągnęły potężne burze i ulewne deszcze. W ciągu zaledwie 24 godzin na Novej Louce (niem. Neue Wiese) w Górach Izerskich spadło rekordowe 345,1 mm deszczu – do dziś jeden z najwyższych zanotowanych opadów w historii Czech. Nikt wtedy nie przeczuwał, że nadchodzi jedna z największych katastrof naturalnych, jaka kiedykolwiek dotknęła ten region.

Po austriackiej stronie, obejmującej północne Czechy, dramat rozgrywał się w dolinach Frýdlantska, Liberca, Jablonca, Tanvaldu i w zachodnich Karkonoszach. Woda niszczyła domy i mosty, zalewała fabryki i młyny. Hejnice, Raspenava, Bílý Potok, Desná, Smržovka i Jablonec nad Nisou zostały ciężko doświadczone. Porywiste potoki rozmywały drogi, a lawiny błota odcinały górskie wioski od świata.

Po niemieckiej stronie najbardziej ucierpiały okolice Żytawy (Zittau), Großschönau i Görlitz (Zgorzelec) . Tam również woda niosła zniszczenie i śmierć, zatapiając domy, zrywając mosty i tory kolejowe.

Według oficjalnych danych w wyniku powodzi zginęły 123 osoby:
– 91 w Monarchii Austro-Węgierskiej, głównie w północnych Czechach,
– 32 w Niemczech, głównie w Saksonii i Prusach.

Skala zniszczeń była przerażająca – setki domów legły w gruzach, wiele fabryk i linii kolejowych zostało zdewastowanych, a niektóre miejscowości przez kilka dni pozostawały całkowicie odcięte od świata. Była to największa powódź w historii Sudetów, która na długo zapisała się w pamięci mieszkańców obu stron gór.

Sen o ujarzmieniu wody

Powtarzające się powodzie skłoniły władze austyjackie oraz pruskie do podjęcia decyzji o budowie kilku zapór wodnych, które miałyby zapobiegać powodziom. Jedną z zaprojektowanych zapór była ta na rzece Biała Desna. Aby zapanować nad siłami natury, powołano do życia wodną spółdzielnię Vodní družstvo z Dolního Polubnego. Jej celem była budowa systemu zbiorników retencyjnych – zapór, które miały zapewnić bezpieczeństwo regionowi.

Wśród najbardziej zaangażowanych w projekt był profesor dr inż. Otto Intze – wybitny niemiecki hydrotechnik – oraz inżynier Wilhelm Plenkner, który zaprojektował zaporę na Białej Desnej. Budowę rozpoczęto 17 października 1911 roku, a już cztery lata później, 18 listopada 1915 roku, obiekt został oficjalnie odebrany i oddany do użytku, razem z bliźniaczą zaporą Souš. Obie konstrukcje połączono wydrążoną w skale sztolnią o długości 1104,8 metra. Wszystko wyglądało na dopięte na ostatni guzik.


Katastrofa, która przyszła nagle

18 września 1916 roku. Zaledwie dziesięć miesięcy po odbiorze inwestycji w okresie dobrej pogody nastąpiła katastrofa.

W feralny poniedziałek 18 września 1916 roku zapora była wypełniona wodą w ponad połowie – przy maksymalnej pojemności zbiornika 400 tys. m³ znajdowało się w niej 290 tys. m³ wody. Dzień był pogodny, od kilku dni nie padał żaden deszcz.

Dyżurny pracownik zapory około godziny 15 dokonał inspekcji zapory i nie zauważył niczego niezwykłego. Jednak już pół godziny później powracający z pracy drwale poinformowali go niewielkim o wycieku w środku tamy. Przerażony zadzwonił do biura spółki wodnej, gdzie telefon odebrał kierownik budowy Emil Gebauer. Ten natychmiast rozkazał otworzyć oba zawory spustowe górny i dolny i spuścić wodę ze zbiornika.

Zaporowy wraz z kilkoma z drwalami udał się do komory zaworowej i rozpoczęli otwieranie zaworów. Lecz wypływ wody z nieszczelnej zapory szybko narastał. O godzinie 15:55 strumień był już tak silny, że wszyscy zostali zmuszeni do ucieczki. Do tego momentu udało im się otworzyć zawory jedynie trochę powyżej połowy. Zresztą i tak nie miało to żadnego znaczenia, gdyż przepustowość zaworów była zbyt mała by zapobiec szybko nadchodzącej katastrofie.

O godzinie 16 poczta Desnej otrzymała informację, że „przez jakiś czas w korycie będzie płynąć więcej wody”. Wiadomość ta jednak została zbagatelizowana.

O 16:15 zapadła się nawierzchnia od strony napływu. W tym samym czasie do miejscowości poniżej zbiornika dotarł alarm: „Alarmujcie straż pożarną, zapora została przerwana”.

O godzinie 16:45 wał zapory został rozerwany już do samego dna. Pozostała tylko górna część korony zapory – tworząc rodzaj „mostu”. Ten również wkrótce runął do spienionej wody.

Z zapory woda wypływała 18-metrową wyrwą. Przez pół godziny do doliny spływało 150 m³ wody na sekundę. Towarzyszyły temu tumany kurzu, głuche dudnienie i trzask łamanych drzew unoszonych przez falę. Cała woda wypłynęła ze zbiornika w zaledwie 30 minut fala miała 13 do 16 m wysokości.

Pierwszą ofiarą żywiołu był tartak należący do majątku ziemskiego. Przebywała tam w chwili katastrofy 12-letnia córka właściciela – zginęła jako pierwsza.

Fala zabrała także pnie drzewa zgromadzonego w tartaku o objętości 5000 m³. Korytem rzeki toczyły się głazy, a także klocowate belki z tartaku – działające niczym potężne tarany. To właśnie one zwielokrotniły siłę uderzenia fali w Desną.

Zaskoczeni mieszkańcy próbowali uciekać na okoliczne stoki, ale nie wszystkim się to udało. Fala natychmiast zmiotła domy i fabryki, pędząc dalej doliną.

Skutki były przerażające. W ruinach doliczono się 65 ofiar. Ponad 300 zostało bez dachu nad głową. Żywioł zniszczył 33 domy, a niemal 70 poważnie uszkodził. Z powierzchni ziemi zniknęło 11 szlifierni szkła, co pozbawiło pracy ponad 1000 osób.

Zerwanie tamy na Białej Desnej
Zerwanie tamy na Białej Desnej

Epilog katastrofy

Katastrofa pochłonęła jeszcze jedną ofiarę: kiedy dowiedział się o niej inżynier i c.k. radca dworu Karel Podhajský – sprawujący najwyższy nadzór budowlany – popełnił samobójstwo.

Postępowanie prawne w sprawie i ustalenie odpowiedzialności trwały niezwykle długo. Już w 1917 roku prokuratura postawiła zarzuty Wilhelmowi Riedlowi jako inwestorowi, Emilowi Gebauerowi jako kierownikowi budowy i Augustowi Klammtowi jako nadzorującemu.

Sąd krajowy w Libercu uniewinnił wszystkich trzech w marcu 1923 roku. Prokuratura złożyła apelację i w styczniu 1925 roku nowy wyrok uznał Klammtę i Gebauera za winnych. Obaj odwołali się, lecz apelacje odrzucono. Riedel także zaskarżył wyrok, ale nie doczekał jego unieważnienia – zmarł w listopadzie 1929 roku.

W maju 1931 roku Sąd Najwyższy w Brnie nakazał uchylenie wyroków i wznowienie postępowania. Ostatecznie 29 września 1932 roku, 16 lat po katastrofie i 15 lat po rozpoczęciu procesu, sąd powiatowy w Tanvaldzie unieważnił zarzuty wobec Klammty i Gebauera, a odrzucając apelację prokuratora publicznego, zakończył sprawę definitywnie.

Już w 1917 roku kompleksową analizę przyczyn katastrofy opracował Antonín Smrčka. Wskazał wiele uchybień projektowych i wykonawczych: niewystarczającą szerokość zapory, nieodpowiedni materiał uszczelniający, złe umiejscowienie wieży upustowej, i inne.


Upamiętnienie

Dziś, ponad sto lat później, miejsce to nie jest już tylko przestrzenią tragedii. To także przestrzeń pamięci i refleksji. Ruiny zapory stoją jak niemy świadek jednej z największych hydrotechnicznych porażek w historii Czech. Na ścieżce prowadzącej przez dolinę można zobaczyć cztery tablice informacyjne:

  • Pierwsza – przy samej zaporze – przypomina chronologię wydarzeń z 1916 roku.
  • Druga – za przedszkolem – prezentuje fotografie zniszczonych domów, zrobione zaraz po katastrofie.
  • Trzecia – przy moście – ukazuje kaskady na Białej Desnej.
  • Czwarta – przy pętli autobusowej – opowiada o tzw. Mariánskich schodach, symbolicznie łączących Desną z Albrechticami.

Między dawną stacją uzdatniania wody a przerwaną zaporą przygotowano miejsca odpoczynku i interaktywne tablice edukacyjne, gdzie można nie tylko podziwiać dzikie koryto rzeki, ale też pogłębić wiedzę o miejscowej florze i faunie.

Wkrótce na terenie obiektu pojawi się również ścieżka edukacyjna o charakterze technicznym, przygotowywana przez czeską spółkę wodociągową Povodí Labe. Jej celem jest nie tylko edukacja, ale i upamiętnienie.


Pomnik bólu i przestroga

18 września 2016 roku – dokładnie w stulecie tragedii – na terenie zapory odbyły się uroczystości rocznicowe. Msza święta, poświęcenie pomnika ofiar, wspomnienia, refleksje… Władze regionu i mieszkańcy uczynili z tego miejsca nie tylko pomnik bólu, ale i przestrzeń wspólnoty. Miejsce spotkań, wyciszenia, turystycznego zainteresowania.

Bo choć zapora uległa przerwaniu, pamięć o niej przetrwała. Dziś to smutne memento i atrakcyjny punkt na mapie Gór Izerskich, przypominający, że człowiek – choć potrafi ujarzmić żywioł – nigdy nie powinien zapominać o jego potędze.


Marek Mozołowski
Tekst: na podstawie opracowania Mgr Dany Nývltovej oraz źródeł lokalnych

Zobacz także Rekordowe opady i katastrofalne powodzie w Karkonoszach i Górach Izerskich w lipcu 1897 roku